13-letni Paweł zgasał, jego matka błagała o pomoc. Lekarz stwierdził: “Dziecko symuluje”

“Nie wiem czy mój Pawełek będzie jeszcze biegał, tak bardzo się zawiedliśmy na lekarzach, nauczycielach. Nikt w porę nie udzielił mu pomocy. Lekarz stwierdził, że moje dziecko symuluje nieprzytomność, a on umierał!” – mówi Lucyna Rek, mama 13-letniego Pawła z Rybnika.

Wszyscy się modlą, aby ten dramat nie okazał się nieodwracalny. Jako pierwszy sprawę nagłośnił program UWAGA TVN.

13-letni Pawełek od lat ma w głowie zastawkę, która za pomocą drenu odprowadza płyn mózgowo rdzeniowy. 12 czerwca chłopiec pojechał ze swoją klasą do kina. Nauczyciele wiedzieli, że w przypadku gdyby źle się poczuł, mają wezwać pomoc i rodziców. Jednak zlekceważyli potworny ból głowy i wymioty dziecka. To koledzy ratowali Pawła, dzwonili i błagali dorosłych o pomoc. Nestety nic nie wskórali!

“Wezwali mnie, karetka wreszcie przyjechała po g. 12.00. Mówiłam lekarzowi, że coś niedobrego może się stało z zastawką w głowie Pawełka. Lekarz zbadał mojego syna i powiedział, nie przejmować się, w razie czego iść do pediatry. Dał mu tylko zastrzyk hamujący wymioty” – mówi ze łzami w oczach pani Lucyna.

Ale później było jeszcze gorzej, bo w domu chłopiec stracił przytomność. Matka ponownie wezwała karetkę.

“Ten sam lekarz kolejny raz przyjechał i badał moje dziecko. W karcie napisał, że jest zastawka w głowie i że Pawełek symuluje nieprzytomność, że udaje!” – płacze pani Lucyna – “Po naszych błaganiach zabrał go do szpitala w Rybniku karetką, ale nawet nie jechali na sygnale”.

W tym czasie stan chłopca pogarszał się już z minuty na minutę.

“Po badaniach i minach lekarzy w Rybniku wiedziałam już, że jest tragicznie. Wzywali helikopter i przewozili moje dziecko w ciężkim stanie do Katowic na Ligotę. Operacja trwała kilka godzin, okazało się, że dren się zerwał, płyn mózgowy rozlał się po czaszce. Moje dziecko nie jest w stanie się poruszyć, przełknąć, ani nic powiedzieć. To efekt tego co się wydarzyło. Mam ogromny żal do tych, którzy zlekceważyli stan mojego syna!”

“Dziecko trafiło do nas w stanie ciężkim, bez kontaktu. Przyczyną było uszkodzenie mózgu. Rokowania są ostrożne, trudno mi jest powiedzieć na ile jego funkcje życiowe motoryczne i intelektualne wrócą do stanu sprzed wypadku” – powiedział dr nauk med.

Jerzy Pietruszewski, ordynator neurologii w GCZD w Katowicach i wojewódzki konsultant ds. neurologii dziecięcej – “Odpowiedzialność tamtego lekarza nie budzi tu żadnych wątpliwości. Nie wolno nam bagatelizować stanu zdrowia u dzieci. Jeśli lekarz widzi stan nieprzytomności i ma wątpliwości to powinien jak najszybciej przewieźć dziecko do ośrodka diagnostycznego”.

Lekarzem, który dwa razy przyjeżdżał karetką do Pawełka jest Sunnidaley M., anestezjolog. Jak sam o sobie pisze, był uczestnikiem wielu konferencji naukowych, pasjonuje go intensywna terapia. Dziwne, że w takim razie nie umiał rozpoznać stanu nieprzytomności!

“Wszczęte zostało postępowanie wewnętrzne w sprawie. Lekarz został zobowiązany do złożenia szczegółowych wyjaśnień. Do czasu ich uzyskania nie będziemy komentować zaistniałego zdarzenia” – oświadczył Andrzej Borowicz, dyr. Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Dochodzenie w kierunku błędu w sztuce lekarskiej wszczęła już prokuratura. “Na razie przesłuchaliśmy ojca chłopca. Teraz będziemy przesłuchiwać świadków tego wypadku, następnie trzeba będzie odsłuchać nagrania wzywające pomoc. Sam lekarz zostanie przesłuchany na końcu, gdy sąd zwolni go z tajemnicy lekarskiej” – powiedziała Malwina Pawela-Szendzielorz, z-ca prokuratora rejonowego w Rybniku.

.

Share