„Kłamstwo ministra”: Afera z masowym polowaniem na dziki w Polsce

Afera z masowym polowaniem na dziki w Polsce wzbudziła emocje nie tylko w politycznych kręgach. Część Polaków zdecydowanie sprzeciwiała się tym planom. Pojawiały się argumenty mówiące wprost o rzezi zwierząt. Minister środowiska Henryk Kowalczyk przekonywał, że to nie on zlecił masowe polowanie, ale tvn24.pl ujawnił nowe informacje, z których wynika, że sprawa wygląda inaczej.

Portal dotarł do nagrania z zamkniętej narady władz związku łowieckiego z ministrem środowiska, która odbyła się 28 grudnia. Brała w niej udział m.in. zastępczyni ministra Małgorzata Golińska, odpowiedzialna w resorcie za łowiectwo.

.

Co jest na nagraniu?

– Jeżeli ktoś nagrywa dzisiejsze spotkanie, proszę żeby nie nagrywał. Będę mówiła różne rzeczy i wolałabym, żeby one nie wypłynęły do przestrzeni publicznej – tymi słowami Golińska zwróciła się do zgromadzonych. Jeden z uczestników narady nie wyłączył jednak dyktafonu i powstał materiał, który teraz opublikował tvn24.pl.

Kowalczyk na nagraniu powiedział, że spotkanie odbywa się „w trybie pilnym”, by z początkiem stycznia „można było przystąpić do akcji”. Kluczowy jest fragment materiału, kiedy polityk zaleca polowania w całym kraju.

– Na obecną chwilę, pomijając wszystko inne, to te polowania wielkoobszarowe, myślę, że jest to czas, kiedy trzeba to robić. To jest taki moment do końca lutego. Wobec tego ja miałbym taki apel, a właściwie nawet zalecenie, żeby we wszystkich okręgach organizować te polowania wielkoobszarowe, a szczególnie bardzo intensywne na strefach objętych ASF-em – oznajmił szef resortu.

Argument dla rolników

Rozmówcy tvn24.pl przekonują jednak, że masowe polowania na dziki nie miały zatrzymać wirusa. W ten sposób chciano przekonać zaniepokojonych wirusem ASF rolników, że zmniejszając populację dzików rząd działa skutecznie. Podobnie uzasadnia to na nagraniu z 28 grudnia Kowalczyk.

– Jeśli takich polowań wielkopowierzchniowych nie zorganizujemy, to nawet nie mamy argumentu, by powiedzieć rolnikom, że zrobiliśmy wszystko, co jest możliwe – tłumaczył.

PiS kontra zwierzęta

Przedstawicieli partii rządzącej trudno nazwać miłośnikami przyrody. Odstrzelany miał być „wchodzący w konflikt z człowiekiem” łoś, z czego ostatecznie wycofał się ówczesny minister środowiska Jan Szyszko. Pamiętamy również wypowiedź Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, która nazwała foki „szkodnikami”.

Najgłośniejszym echem odbił się jednak właśnie plan odstrzału dzików w związku z walką z ASF. Zgodnie z planem odstrzelone miały zostać nawet warchlaki i ciężarne lochy.

.

Share