Czemu Beata Szydło jeszcze długo będzie musiała czekać na rozwiązanie sprawy?

Beata Szydło uczestniczyła w głośnym wypadku z udziałem fiata seicento w 2017 roku. Przez ten czas wiele rzeczy wyszło na jaw, między innymi to, że rzekomo zniszczono dowody. Prokuratura po przeprowadzonym śledztwie jest pewna jednego.

Beata Szydło uczestniczyła w feralnym wypadku kolumny rządowej 10 lutego 2017 roku. Pojazd, którym jechała, niewytłumaczalnie zderzył się z małym fiatem.

Z racji tego, że wiózł ówczesną premier, szybko wszczęto śledztwo mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Kolejne fakty ujrzały właśnie światło dzienne.

Prokuratura zapewniła, że na taśmach nie znajdowało się nic ważnego dla sprawy

Śledztwo, które natychmiastowo wszczęto nie mogąc dojść do konsensusu w sprawie wypadku, toczy się swoim własnym rytmem. Prokuratura Okręgowa w Krakowie zajęła się tematem nośników, które zostały dostarczone sądowi. Miały one poświadczyć o winie albo kierowcy fiata, albo o tym, że kolumna poruszała się w sposób niezgodny z prawem.

Prokuratura poinformowała, że nośniki, na których miały znajdować się nagrania momentu wypadku, określono jako zdolne do odtworzenia i nieuszkodzone w momencie przekazywania ich do sądu. Wydedukowano, że w takim razie musiały zostać uszkodzone już po ich przekazaniu. Śledczy jednak zapewnili, że nie znajdował się na nich zarejestrowany przejazd kolumny rządowej i moment wypadku.

Beata Szydło z powodu braku rzeczowych dowodów jeszcze długo będzie musiała czekać na rozwiązanie sprawy

– Nieprawdą jest, że na uszkodzonych nagraniach został zarejestrowany przejazd kolumny. Na jednym z nich było nagranie programu telewizyjnego, na drugim monitoring terenu przedszkolnego oddalonego kilkaset metrów od miejsca przejazdu kolumny.

Wskazane nagrania nie mają żadnej wartości dowodowej dla odtworzenia przebiegu zdarzenia w dnia 10 lutego 2017 roku – można było przeczytać w oficjalnym komunikacie krakowskiej prokuratury.

Oprócz tego poinformowano, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, w którym dokładnie momencie nośniki zostały uszkodzone i jak w ogóle mogło do tego dojść.

Nie wiedział o tym nawet obrońca kierowcy seicento, mecenas Władysław Pociej. Zszokowany przyznał, że jest zaskoczony taką informacją i jest dla niego oczywiste, że te dowody muszą być odzyskane i zregenerowane. Następna rozprawa jest przewidziana na 26 czerwca. Wtedy głos będą mieli między innymi biegli sądowi.

Share