Którzy użytkownicy najczęściej tweetują w ramach Akcji Ewakuacji?

Koalicja Europejska ruszyła z kampanią #AkcjaEwakuacja. W jej ramach sprzeciwia się „ucieczce” do Brukseli członków rządu PiS i innych prominentnych polityków tej formacji, którzy startują w wyborach do Parlamentu Europejskiego. – #AkcjaEwakuacja nie wywołała emocji i zainteresowania wśród „normalsów” – ocenia w rozmowie z naTemat Monika Czaplicka, CEO agencji social media Wobuzz. I tłumaczy dlaczego.

Anna Dryjańska: Zacznijmy od liczb. Jak oceniasz zasięg kampanii #AkcjaEwakuacja w internecie?

Monika Czaplicka: Łącznie na Twitterze i Facebooku kampania ma 7 tys. wzmianek. Czy to dużo, czy mało? Trudno na razie ocenić, biorąc pod uwagę, że pojedyncze wpisy z tym hasztagiem pojawiły się miesiąc temu, a wysyp (5 tys. wzmianek) nastąpił dopiero wczoraj. Zasięg akcji będzie można zmierzyć dopiero za kilka tygodni.

Którzy użytkownicy najczęściej tweetują w ramach Akcji Ewakuacji?

Według narzędzia do monitoringu sieci SentiOne, są to przede wszystkim profile powiązane z PO i politycy tej formacji. Na pierwszym miejscu jest w tej chwili Sok z Buraka. Inne nieosobowe konta najbardziej zaangażowane w tę kampanię to Platforma Obywatelska, Nie Lubię PiS-u, My Gorszy Sort i PiS na Księżyc.

Za to wśród zwykłych użytkowników najczęściej tweetują o tym Tomasz Siemoniak, Borys Budka i Michał Szczerba – posłowie Platformy. To powinno zapalić czerwoną lampkę u twórców tej kampanii.

Dlaczego?

Bo #AkcjaEwakuacja nie angażuje zwykłych użytkowników Twittera. Jest robiona rękami osób ściśle związanych politycznie z partią.

Kolejna ciekawa rzecz: większość wpisów w ramach tej kampanii to retweety (aż 90 proc.!) lub udostępnienia. To znaczy, że zdecydowana większość tego, co pojawia się na Twitterze lub Facebooku, to podanie dalej wpisu stworzonego przez kogoś innego.

Wszystko wskazuje na to, że #AkcjaEwakuacja nie wywołała emocji i zainteresowania wśród „normalsów” – przynajmniej w internecie. Nie spodziewam się, żeby ktoś robił własne plakaty, ale nie ma przestrzeni na dyskusję czy własne treści, jest tylko bezmyślne klikanie „podaj dalej”. A akcja powinna angażować do rozmowy. W końcu social media to rozmowa.

Jak myślisz, co jest przyczyną braku zaangażowania?

Ta kampania jest mętna. Nie wiadomo, o co chodzi w haśle #AkcjaEwakuacja. Kto się ewakuuje? My? Ktoś inny? Dokąd? Cieszy nas to? Drażni?

Temu przekazowi brakuje prostoty i jednoznaczności obecnych chociażby w wysłużonym sloganie #DobraZmiana. Jeśli sama nazwa akcji wymaga przypisów i wyjaśnień, to znaczy, że jest niezrozumiała.

W ten sposób KE zamyka sobie drogę do wyborców, którzy mogą być zniechęceni tym, że nie od razu ogarną, o co w tym wszystkim chodzi,

Może to kwestia wiedzy o polityce?

Jestem osobą, która interesuje się polityką, a sama nie do końca wiem, co autor kampanii #AkcjaEwakuacja ma na myśli. Wiem co się dzieje, chodzę na wybory. Jednak to nie znaczy, że z zapartym tchem śledzę każdy tekst i każdą drobnostkę. Mam swoje życie. I gdy widzę grafikę z twarzą Beaty Mazurek i podpisem, że broniła bandziorów, to nie wiem, o którą sytuację chodzi.

Podobnie w przypadku plakatu z minister Anną Zalewską z napisem „Niech opowie co zrobiła dzieciom”. Tu akurat domyślam się, że chodzi o chaos w edukacji, likwidację gimnazjów i tłok w szkołach. Ale wielu wyborców może nawet nie wiedzieć, kim jest osoba na plakacie, nie mówiąc już o tym, co zrobiła. Jest za dużo kropek, które odbiorca ma połączyć.

Rebus dla wtajemniczonych?

Trochę tak. Coś dla środowisk partyjnych i politycznych junkie, uzależnionych od newsów. Oni będą wiedzieli, że stopa w jacuzzi na jednej z grafik należy do posła PiS Dominika Tarczyńskiego. Reszta będzie się zastanawiać, dlaczego ktoś im pokazuje mokrą nogę na tle Pałacu Kultury.

#DobraZmiana jest dobra i prosta – nowe drogi, remonty, rozdawanie pieniędzy. Jest na tyle prosta, że nawet nie szukamy drugiego dna – skąd te pieniądze i dlaczego akurat tam.

.

#AkcjaEwakuacja – w obecnym kształcie – trafia do wyborców bardzo świadomych i w większości już zdecydowanych w sprawie głosowania. A przecież chodzi o to, by powiększać elektorat, sięgnąć po tych, którzy są niezdecydowani, wahają się, a wręcz nie wiedzą jeszcze, czy pójdą na wybory. Teraz para idzie w gwizdek.

Jak oceniasz przekaz kampanii – pomijając kwestię jego zrozumiałości?

Nie można tego pominąć (śmiech). Moim kolejnym zastrzeżeniem jest charakter akcji, który można podsumować nazwą jednego z kont zaangażowanych w akcję, czyli Nie Lubię PiS-u. Okej, przyjmuję i co poza tym? Co dla mnie, wyborczyni, z tego wynika? Co zyskam, jeśli do władzy dojdzie ta, a nie inna partia?

Trochę trudno obiecać więcej niż PiS.

Zgadza się, ale przecież Koalicja Europejska nie musi grać w grę, w którą przegra. Spójrzmy na Wiosnę Roberta Biedronia. On nie bierze do ręki znaczonych kart. Ma własne propozycje, komunikaty, tematy. Można go lubić lub nie, zgadzać się z nim lub nie, ale nie jest antypisem. I oczywiście nie ma gwarancji, że dzięki temu osiągnie sukces, ale przynajmniej robi swoje na własnych warunkach.

Share