Jakie będą w przyszłości dzieci wychowane na opcji all inclusive

Strój Elzy z krainy lody, pudło lalek, sterta resoraków, wakacje all inclusive, zestaw klocków, makijaż na komunię i iPhone w plecaku – oto co wypełnia życie nowego pokolenia dzieci, których zachcianki są spełniane ot tak. 8-latkowi ustępuje się miejsca w autobusie miejskim, zanoszony jest mu plecak do klasy, codziennie zawożony pod samą bramę szkoły wypasionym samochodem. Wszystko to „dla jego dobra”, żeby miał siłę na rozwój talentów. Za parę lat musi być „kimś” – taki jest plan. Jakie będą w przyszłości dzieci wychowane na opcji all inclusive?

Zmiany, w których przyszło nam żyć

Nagle po latach szarości, pustych półek, trudno dostępnych zabawek, ubrań i innych luksusowych przedmiotów, wszystko stało się dostępne. Zrobiło się wygodnie i jeśli tylko mamy środki, można żyć beztrosko. Wszystko to może wywołać zawrót głowy, bo na prawdę, wszystko stało się możliwe. Szok, dla tych, których dzieciństwo to lata 80 i 90.. Wtedy było tak bardzo inaczej. Barbie na półce? Lalka z wózkiem w zestawie?

Zdalnie sterowany samochód – wszystko, co dawniej było trudno dostępne, dziś jest standardem. Jeśli ktoś miał je na półce w pokoju, był kimś wśród rówieśników. Zabawne, bo to scalało dzieci, gromadziło w jednym miejscu i uczyło życia z ludźmi.

Od tamtych czasów wiele się zmieniło. Na miejsce życia w grupie wkroczył indywidualizm. Dzieci mają swoje światy, trudno dostępne dla innych. Dużo rzeczy, jeszcze więcej atrakcji, lecz mało relacji. Wszystko zaczyna się od domu, podwórka, wakacji. Domy są dużo ładniejsze od tych z lat 80., ale zazwyczaj puste.

Podwórka są zamkniętym, strzeżonym osiedlem, na których panuje cisza. Wakacje nie są dziką przygodą w grupie, preferowane są all inclusive z atrakcjami, jedzeniem, hotelem, w którym nawet nie wiemy, kto sprząta nam pościel, ręczniki i całą resztę. Magia?

Rośnie nam pokolenie all inclusive, które ma wszystko i… szuka siebie. W czasach, gdy wszystko jest plastikowe, idealne, jak w magicznej krainie, chcą mieć zapewnione dobre samopoczucie. Krytyka jest dla nich nie do zniesienia. Robią to, co im pasuje, a nie to, co ktoś im każe. Żyją w bańce mydlanej, a ludzie to tylko rozrzucone elementy.

Nadszedł czas na pokolenie, które nie lubi odmowy, krytyki, niespełnionych marzeń, lubi mieć i być. Taka refleksja przychodzi, gdy choć raz spędziliśmy wakacje w hotelu pięciogwiazdkowym z rodziną w opcji all inclusive. Rodzice wygodnie leżą na leżakach, dzieci biegające z pomarańczowymi opaskami na rękach wokół basenu. Krzyczą wniebogłosy, gdy nie otrzymają na już tego, czego chcą. Tupią nóżkami, gdy rodzic nie kupi zabawki lub nie zapewni atrakcji. Zdarza się, że na wakacjach jest animator i opiekunka, wszystko po to, aby ktoś tym dzieckiem się zajął.

Oderwani od rzeczywistości

Trudno ich zadowolić na dłużej niż 5 minut. Każda kolejna lalka, autko, zabawka nie nacieszy ich na długo. All inclusive już nie tylko na wakacjach, ale też w domu, szkole, przedszkolu jest standardem. Nowe pokolenie żyje, jak za szkłem. Rozczarowanie przychodzi, gdy idą do szkoły. Zaczynają się pretensje, bo nagle okazuje, się, że życie to nie kolorowa bajka. Zaczynają się obowiązki i wymagania.

Trudno mają ci, którzy w codziennej pracy stykają się z osobami przyzwyczajonymi do opcji all inclusive. Roszczeniowi rodzice, którzy jak tylko zobaczą kolejką mówią: „Ja z dzieckiem. Mam tyle czekać? To chyba jakiś żart”.

Wakacje marzeń

Zabierają dzieci na wakacje „marzeń” do ciepłego Dubaju, namioty, rowery i Polska to nuda i obciach. Wczasy za granicą w luksusowym hotelu to wygoda dla rodziców, rozpieszczanie dla dzieci. Rzadko kto z nich orientuje się, że takie coroczne wakacje sprawiły, że wykształciły w ich dzieciach bezradność.

Pokolenie all inclusive zagubione i bezradne, ale wymagające od życia. Chwilę po wakacjach okazuje się, że ciężko spytać obcą osobę o drogę lub dojechać gdzieś komunikacją miejską, zaakceptować tłumy, kolejki, ból nóg i nieprzewidziane zmiany przygody.

Czemu to robimy swoim dzieciom? Czemu część rodziców nie zdaje sobie spraw, że to niewychowawcze? Być może wynika to z dawnego niedostatku rodziców, z nieprzepracowanego dzieciństwa. Może z głodu, kolejek, z pewnego braku. Wspominają trzepak na podwórku, oranżadę w butelkach, gumy Kaczor Donald i jedną lalkę, ale nie chcą tego samego dla swoich dzieci. Mówią o tym z uśmiechem na twarzy, ale zrobią wszystko, by ich dzieci nie doświadczyły czegoś podobnego. Swój głód zapełniają w dzieciach. Przepełniają je do granic możliwości.

Chcą też, żeby życie ich dzieci były zdecydowanie bardziej zbliżone do ideału. Kiedy spotykasz takich rodziców – kolekcjonerów gwiazdeczek, zastanawiasz się, czy ich dzieci poradzą sobie w chwilach trudnych, gdy pojawi się np.: choroba, strata, kryzys. Wtedy przebudzenie boli najbardziej. Tylko dziś jest tak kolorowo, że nie są w stanie o tym myśleć. Nie ma czasu na rozmowy i refleksje…

Pokolenie all inclusive daje też popalić w przedszkolach i szkołach. W klasie z nauczycielką też czuje się jak na wakacjach. Czują, że mogą wszystko. Tłumaczenie, rozmowy nic nie daje, tego nie słyszą. Jeśli dorosły nie krzyknie, nie ma szans na to, by ktokolwiek jego posłuchał.

Aż chciałoby się powiedzieć: „Rodzicu, zacznij wychowywać swoje dziecko, a nie kreować”. Wygodnie jest sterować dzieckiem na odległość, wygodnie siedząc przed monitorem w pracy. Tylko, kto takie dziecko zniesie? Kto będzie znosił jego fochy i spełniał zachcianki, gdy będzie miało 30 lat? Niebezpieczne, bo rośnie pokolenie narcyzów.

Wokół nas zrobiło się komercyjnie. Wszystko, co nowe, designerskie ma dać nam szczęście. Paradoksem jest, że wcale nie daje.

Share