„Córka leżała na podłodze, a malutka na stole”: Nie wiadomo, dlaczego zrobił coś takiego

Śledczy wyjaśniają tajemnicę wydarzeń, jakie miały miejsce w piątek, 12 lipca, na ul. Łąkocińskiej w Warszawie. Właściciel mieszkania w jednej z kamienic zastrzelił swoją lokatorkę i dźgnął nożem jej 19-letniego syna.

Potem wybiegł przed budynek i podpalił należący do ofiary samochód. Nie wiadomo na razie, dlaczego zrobił coś takiego. Teraz okazuje się, że w mieszkaniu było jeszcze niemowlę…

W piątek, po 11.00 służby odebrały doniesienie o śmierci 43-letniej kobiety. – Policjanci, którzy przybyli pod wskazany adres potwierdzili tę informację.

Na miejscu został zatrzymany 64-letni mężczyzna. W zdarzeniu ucierpiał 19-latek, który z obrażeniami nie zagrażającymi życiu przebywa w szpitalu pod opieką lekarzy – mówi w rozmowie z Fakt24 Rafał Retmaniak ze stołecznej policji. w tym samym czasie doszło do pożaru wiaty i samochodu. Okazuje się, że wszystkie zdarzenia są ze sobą powiązane.

Zaczęło się od strzałów w kamienicy przy ul. Łakocińskiej. Zginęła 43-letnia kobieta. Jak mówi w rozmowie z Polsat News jej matka, w mieszkaniu przebywała wtedy również córeczka zamordowanej.

– Jak wnuczek wszedł, to córka leżała na podłodze, a malutka na stole. Są głosy, że szczęście że nie pozabijał wszystkich – podkreśla kobieta.

Chwilę później morderca zaatakował rownież zszokowanego widokiem martwej matki 19-latka. Dźgnął go nożem i wybiegł z kamienicy. Chłopak trafił do szpitala. Policja uspokaja, że jego życiu nic nie zagraża i „jest w stanie dobrym”. 64-letni napastnik został zatrzymany niedługo potem.

Nie wiadomo, dlaczego zrobił coś tak strasznego. Jak podaje RMF FM, 64-latek to właściciel mieszkania, które wynajmowała kobieta. Zszedł z góry, gdy rozmawiała na klatce schodowej z przedstawicielem spółdzielni mieszkaniowej.

Strzelił kilka razy w stronę 43-letniej kobiety i zadał cios nożem jej synowi. Potem podpalił samochód ofiary oraz pobliską wiatę.

Matka zamordowanej i babcia jej dzieci mówi w rozmowie z mediami, że jej córka „była pracowita, opiekuńcza i trzymała wszystko”. – Za krótko żyła – mówi kobieta dodając, że to wszystko jeszcze do niej nie dociera.

Na miejscu zdarzenia wciąż prowadzone są czynności śledczych. Mieszkańcy okolicznych domów i bloków nie mogą na razie wrócić do swoich mieszkań.

źródło: Polsat News, RMF FM

Share