„Doszło do zaniedbania”: 6-latka na wózku nosi pieluchę, bo w przedszkolu nie ma nikogo, kto pomógłby jej w toalecie

Natalia to 6-letnia dziewczynka, która porusza się na wózku inwalidzkim. Dziewczynka do przedszkola ubrana jest w pieluchę, bo nikt nie zamierza jej pomóc w załatwieniu potrzeb fizjologicznych.

Rówieśnicy się z niej naśmiewają co jest ciężkie do zniesienia choćby dla samej rodziny, nie wspominając o uczuciach dziewczynki.

Dyrekcja uważa, że nie dostała żadnych dokumentów, które przedstawiają, że należy pomóc dziewczynce.

Natalia (imię dziecka zostało zmienione) ma sześć lat, duży potencjał intelektualny i bardzo dobry kontakt z rówieśnikami. Dziewczynka porusza się na wózku, ma mózgowe porażenie dziecięce i niepełnosprawność sprzężoną. Od niedawna także problemy z pęcherzem i odparzenia od pieluch, bo w przedszkolu nie ma nikogo, kto pomógłby jej w toalecie.

Dziewczynka ma orzeczenie o kształceniu specjalnym z poradni psychologiczno-pedagogicznej w Brzezinach. W orzeczeniu wybór placówki pozostawiono rodzicom. Ze względu na sprawność umysłową córki rodzice wybrali dla niej grupę przedszkolną przy szkole ogólnodostępnej przystosowanej do potrzeb osób na wózkach.

Dziewczynka wróciła do używania pieluch

Natalia przestała już korzystać z pieluch, jednak okazało się, że podczas godzin spędzanych w szkole nie było nikogo odpowiednio przeszkolonego pod kątem opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym, kto mógłby pomóc dziewczynce w czynnościach w toalecie.

W styczniu tego roku opiekun dziewczynki i dyrektor placówki zapowiedzieli, że nikt dłużej nie będzie ryzykował i pomagał dziecku w toalecie. Zamiast tego kazano jej mamie czekać pod szkołą w czasie zajęć córki, by to ona pomagała jej skorzystać z ubikacji. Dziewczynka wróciła więc do używania pieluch.

Poradnia psychologiczno-pedagogiczna nie wydała dziecku nowego orzeczenia z wyraźnym zapisem, że potrzebuje pomocy. Od stycznia Natalka codziennie nosi pieluchy w przedszkolu. Pyta „dlaczego?”. Mówi, że dzieci się z niej śmieją. Zaczyna mieć odleżyny. Cały dzień siedzi w wózku inwalidzkim w jednej pieluszce, mimo że nie musi. Dziewczynka potrafi skorzystać z toalety, potrzebuje tylko pomocy.

– Od tygodni nic się nie zmienia w sprawie córki. Szukamy pomocy od poradni psychologiczno-pedagogicznych poprzez kuratorium, MEN aż po rzecznika praw dziecka i praw obywatelskich. Szkoła chce nam pomóc, ale nie ma środków na zatrudnienie kolejnej osoby.

Aby wesprzeć szkołę, kupiliśmy podnośnik z własnych oszczędności, poprosiliśmy fundację Aktywnej Rehabilitacji, aby przeszkoliła pracowników szkoły w opiece nad córką. Po publikacji naszej sprawy na Facebooku tematem zainteresowało się ministerstwo edukacji, ale niestety ponownie działania idą w kierunku szukania winnych w szkole, zamiast wskazania rozwiązania problemu – mówi nam mama dziewczynki i podkreśla:

To przepisy są w tym zakresie mocno nieprecyzyjne i to przede wszystkim powinno być załatwione. Ostatnie, czego byśmy chcieli, to obwinianie szkoły. Ze szkoły jesteśmy zadowoleni. Dyrektor szkoły, jak i oligofrenopedagog, szukały z nami rozwiązania. Niestety odbijaliśmy się po kolei od każdej instytucji
– żali się mama sześciolatki.

Rodzice dziewczynki od 10 miesięcy walczą z różnymi instytucjami o to, aby nie zmuszać córki do noszenia pieluchy tylko dlatego, że nie ma nikogo odpowiednio przeszkolonego w oddziale przedszkolnym, kto mógłby fachowo pomóc niepełnosprawnemu dziecku w podstawowych czynnościach. Ostatnia nadzieja rodziny na odzyskanie godności dla dziecka została pogrzebana przez poradnię wydającą orzeczenia.

– Ostatnią naszą nadzieją było wpisanie w orzeczeniu, że córka potrzebuje pomocy w toalecie. Wydawałoby się, że dla fachowców oceniających stan zdrowia córki powinna to być rzecz oczywista, jednak okazało się to niezgodne z przepisami.

Nasze dziecko jest w tej chwili dla urzędników przede wszystkim problemem. Nie tak to powinno wyglądać
– podsumowuje mama Natalii.

Prawo oświatowe chroni potrzeby uczniów

W prawie oświatowym nie ma dosłownego zapisu, który mówi o tym, czy dziecko powinno otrzymać pomoc w tego typu czynnościach, czy nie. Ale na poziomie ogólnych przepisów oświatowych jasno jest sformułowane, że każde dziecko ma prawo do wychowania i opieki odpowiedniej do wieku i osiągniętego rozwoju.

Mówi o tym prawo oświatowe. W art. 1. p. 6 czytamy o możliwości pobierania nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną zgodnie z indywidualnymi potrzebami rozwojowymi i edukacyjnymi oraz predyspozycjami.

„Najlepiej, żeby rodzic przyszedł, zrobił i sprawa załatwiona”

Zmagania rodziców Natalii o prawa ich dziecka do godności zostały opisana w poście na profilu inicjatywy obywatelskiej „Chcemy całego życia”. W ostatnich zdaniach wpisu dotyczącego losów dziewczynki na wózku i jej praw w szkole czytamy, że przypadek Natalii nie jest wyjątkiem, że takie i podobne sytuacje są codziennością opiekunów osób niepełnosprawnych:

W XXI wieku, w dużym europejskim kraju, wielu rodziców dzieci z niepełnosprawnością czeka pod szkołami, na korytarzach lub pod telefonem, żeby zapewnić synom i córkom minimum godności i życiowego komfortu. Czy tak ma wyglądać edukacja włączająca?

Skontaktowaliśmy się dr. Pawłem Kubickim, adiunktem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, aktywistą inicjatywy „Chcemy całego życia” dla osób z niepełnosprawnością i ich rodzin.

Według dr. Kubickiego, który na co dzień zajmuje się polityką publiczną wobec osób z niepełnosprawnościami, przypadek Natalii to smutny przykład biurokracji i tzw. „spychologii”.

Matka nie musi koczować pod szkołą, aby pomóc dziecku w toalecie. Jeżeli dochodzi do takiej sytuacji, to znaczy, że szkoła nie gwarantuje równości w edukacji. Przedszkole czy szkoła powinny umożliwić każdemu dziecku edukację na równych prawach i zapewnić odpowiednie wsparcie każdemu ze swoich podopiecznych. Niepotrzebne jest do tego orzeczenie
– uważa ekspert i dodaje:

– To nie jest tak, że wszystko musi być w orzeczeniu. Przedszkole czy szkoła same dokonują oceny potrzeb swoich podopiecznych. Przecież są dzieci bez orzeczenia, które też mają indywidualne potrzeby, np. przejściowe problemy ze złym zachowaniem, bo rodzice się rozwodzą.

Przedszkolak nie jest jeszcze w pełni samodzielny i potrzebuje pomocy w czynnościach w toalecie, w zawiązaniu buta, ubraniu się. Kiedy pojawia się problem, to oznacza, że należy dziecku pomóc, a obowiązkiem placówki jest zaspokojenie potrzeb dziecka.

W przypadku oddziału przedszkolnego, do którego uczęszcza Natalia, prawdopodobnie zabrakło dobrej współpracy z samorządem, zastosowano „spychologię” – uważa dr Kubicki i zwraca uwagę na niewydolność całego systemu:

– Problemem nie jest tylko szkoła, ale cały system, który sprawia, że szkoła ma słabe możliwości nacisku na samorząd w sprawie przyznania dodatkowych pieniędzy, samorząd tych pieniędzy często nie ma, kuratorium nie sprawuje swoich funkcji kontrolnych, a MEN umywa ręce, choć problem pojawia się w wielu miejscach w Polsce – alarmuje.

„Czy nie wystarczyłoby trochę empatii i zrozumienia dla tego dziecka?”

Na profilu inicjatywy „Chcemy całego życia” pod postem o losach Natalii wypowiedzieli się inni rodzice osób niepełnosprawnych. Ich komentarze to kolejny dowód na to, że przypadek dziewczynki na wózku zmuszonej do korzystania z pieluch nie jest wyjątkiem. Wśród komentarzy pod postem czytamy:

Co dwie godziny biegnę do szkoły wycewnikować syna, bo pielęgniarka odmówiła i koniec.
Trzy lata temu byliśmy w podobnej sytuacji z naszym synem. Po wymianie korespondencji z dyrektorką, MEN, RPO, kuratorium, wydziałem edukacji wymusiliśmy na szkole to, co było potrzebne synowi (pomoc w czynnościach samoobsługowych).

Jak ja dobrze to znam. To jest przykre dla rodzica, a jeszcze gorsze dla dziecka, ponieważ ono jeszcze nie rozumie tego okrutnego świata.

Czy nie wystarczyłoby trochę empatii i zrozumienia dla tego dziecka. Czy trzeba wszystko pisać w ustawie?

Problemy Natalii i jej rodziców poznaliśmy dzięki inicjatywie „Chcemy całego życia”.

To grupa rodziców i opiekunów, a także samych osób z niepełnosprawnościami, która – jak czytamy na ich stronie internetowej – „Mają dość społecznego wykluczenia, stygmatyzacji, lęku o przyszłość, nieżyciowych przepisów, samotności rodziców pozbawionych podstawowych informacji po diagnozie, pseudoterapii i wielu innych patologii, z którymi tysiące Polaków codziennie mierzą się w pojedynkę”.

I która z pasją, determinacją i, mimo wszystko, wielkim optymizmem próbuje zmieniać rzeczywistość, podnosić społeczną świadomość i dbać o to, by głos osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin był w Polsce należycie słyszany i respektowany. Więcej o inicjatywie można się dowiedzieć stąd.

Na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej w lipcu tego roku opublikowano dokument o tytule: „Organizacja kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – działania MEN skierowane do dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami”.

W dokumencie czytamy o tym, że dzieci i młodzież ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi objęte są szczególną troską i wsparciem Ministerstwa Edukacji Narodowej. Autorzy tekstu zaznaczają, że priorytetem jest, by uczeń ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi miał takie wsparcie w szkole, które będzie dostosowane do jego potrzeb.

MEN wprowadziło do systemu oświaty wiele zmian, których celem jest włączenie każdego ucznia do grupy rówieśniczej. Uczeń ze specjalnymi potrzebami ma otrzymać wszechstronną, adekwatną do swojej sytuacji i stanu zdrowia, pomoc.

.

Share