Dziennikarze dotarli do skrywanego materiału. O tym dokumencie o Donaldzie Tusku wie tylko kilkoro pracowników

O tym dokumencie o Donaldzie Tusku w TVP wie tylko kilkoro pracowników. Mówią o nim „półkownik”. Tak za PRL nazywano filmy, których rozpowszechnianie w PRL-u zostało uniemożliwione przez cenzurę i na lata lądowały na półkach magazynowych rolek z taśmami filmowymi.

Film o Tusku też czeka na swój moment. Ma zostać wyemitowany, gdy były premier ogłosi, że wraca do kraju albo startuje w wyborach.

„Newsweek” dotarł do roboczej wersji filmu, który oficjalnie nie istnieje. Materiał, który oglądali dziennikarze tygodnika, trwa niespełna godzinę i pochodzi z 2018 r. To raczej większa cześć niż cały dokument. Jego autorką jest Ewa Świecińska, wieloletnia dziennikarka TVP i RTL, wydawca w Telewizji Republika, od nastania „dobrej zmiany”, znów na Woronicza.

Jak czytamy w „Newsweeku”, kobieta nazywana przez znajomych „Świeczką”, jest zaprzyjaźniona z „Paczką”, czyli Marzeną Paczuską, byłą szefową „Wiadomości”, dziś w zarządzie TVP. Razem pracowały w „Wiadomościach” za pierwszych rządów PiS.

Świecińska była drugim reżyserem „Smoleńska”, w 2017 r. przygotowała głośny „Pucz”, który miał dowodzić tezy PiS, że w grudniu 2016 r. opozycja próbowała dokonać w Polsce przewrotu.

„Tusk – Polakożerca”

Co widzimy na tajnym filmie o Tusku? Jak czytamy w „Newsweeku”, sześćdziesięciominutowy dokument to ciąg oskarżeń pod adresem obecnego szefa Rady Europejskiej. Jak relacjonują Wojciech Cieśla i Jakub Korus, „układka”, jak w telewizyjnym slangu nazywa się zmontowany film, ale jeszcze przed obróbką dźwiękową czy komentarzem lektora (przy czym sceny i wypowiedzi ułożone są zgodnie z koncepcją autora), zaczyna się od rozdziału piątego zatytułowanego „Polakożerca”.

O tym, że Tusk jest wrogiem polskości ma świadczyć m.in. uhonorowanie go przez Niemców: w 2010 r. – Nagrodą Karola Wielkiego za zasługi na rzecz pogłębienia integracji europejskiej oraz w 2012 r. Nagrodą im. Walthera Rathenaua. Jeden z narratorów dokumentu, Bogdan Musiał, twierdzi, że Rathenau był „polakożercą, bardzo sfanatyzowanym nacjonalistą”.

.

Kolejnym „dowodem” na antypolskość Tuska ma być fakt, że wywodzi się z Gdańska, który nazywa swoim matecznikiem. W filmie słyszymy wypowiedź Macieja Kożuszka, dziennikarza „Gazety Polskiej” i portalu niezależna.pl: „Wszyscy gdańszczanie, a przynajmniej ci, którzy świadomie śledzą to, co się w Gdańsku dzieje, wiedzą, że Gdańsk to jest bardzo specyficzne miasto. To jest mała Rosja”.

W dalszej części materiału padają jeszcze cięższe oskarżenia. Słyszymy wypowiedź Krzysztofa Wyszkowskiego, dawnego działacza Wolnych Związków Zawodowych. – Przecież to jest dziecko Lecha Wałęsy i człowiek, który rozbudował ten układ, że tak powiem, on objął wszystkie struktury państwowe, samorządowe, miejskie. Był klientem Wiktora Kubiaka, który był agentem SB.

Kubiak biegał z pieniędzmi do bardzo różnych ludzi wtedy, kiedy SB miała za zadanie inicjowanie powstawania nowych partii politycznych. Fakt, że inni nie wzięli, wyczuli w Kubiaku fałsz, że jest coś nieuczciwego i nie brali tych pieniędzy, a Tusk je wziął, wziął je przecież na prywatny użytek. Kubiak zafundował mu mieszkanie – pada na ekranie.

Jak odnotowują dziennikarze, znaczna część filmu dotyczy Smoleńska. Pojawia się sugestia, że Tusk odpowiada za zamianę ciał ofiar katastrofy w trumnach. Autorzy filmu przypisują też byłemu premierowi rzekomą nienawiść do Lecha Kaczyńskiego.

.

Dziennikarze „Newsweeka” chcieli dowiedzieć się, jak dziś wygląda materiał, ile kosztowała produkcja, na kiedy TVP planuje emisję oraz czy reżyserka podpisała umowę na film o Tusku? Świecińska nie chciała rozmawiać, odesłała do biura prasowego TVP. Stamtąd nadeszła następująca odpowiedź:

„Telewizja Polska jako nadawca publiczny w ramach wypełnienia misji realizuje i emituje filmy dokumentalne czy reportaże o istotnych wydarzeniach z życia politycznego i historycznego Polski. (…) Ewentualne powstanie filmu dokumentalnego o Donaldzie Tusku, przewodniczącym Rady Europejskiej, który pełnił przez dwie kadencję funkcję premiera, wydaje się czymś naturalnym dla nadawcy publicznego”. (Źródło: „Newsweek”)

Share