„Elżbieta Jaworowicz uroniła łzy”: Najbardziej dramatyczna sprawa w karierze

Elżbieta Jaworowicz od wielu lata znana jest Polakom z przedstawiania bardzo poruszających spraw zwykłych obywateli. Tym razem jednak historia, którą przedstawiała widzom wywołała poruszenie nawet u – wydawałoby się – niewzruszonej dziennikarki.

Elżbieta Jaworowicz już od lat osiemdziesiątych prowadzi cieszący się dużą popularnością program „Sprawa dla reportera” na antenie TVP. Jej reportaże dotyczą spraw ludzi pokrzywdzonych przez urzędników, lub też dotkniętych tragedią. Dziennikarka powszechnie znana jest z nieangażowania się emocjonalnie do spraw, którymi się zajmuje i podchodzenia do nich z dystansem.

Tym razem jednak historia pewnej rodziny sprawiła, że nawet w jej oczach pojawiły się łzy wzruszenia. Miało to miejsce w odcinku, w którym jako pierwsza została przedstawiona historia rodziców nastoletniej Oli. Dziewczyna zmarła w bardzo dziwnych okolicznościach.

Historia Oli wzruszyła publiczność

Podczas programu zapłakana mama Oli wyjawiła, że podczas pobytu w domu nagle jej córka zaczęła się bardzo źle czuć. Do tego stopnia, że zaszła konieczność wezwania karetki. Wtedy wyszło na jaw, że w karetce nie ma lekarza.

– Też byłam zdziwiona, że nie ma lekarza. nie wiem czy dlatego że niedziela? Nawet nie znieśli Oli z jej pokoju tylko pytali się czy zejdzie sama (…)

Już jak była na SOR to zszedł neurolog i nie badając jej – bo widziałam to wszystko – stał przy jej nogach, prosiła o pomoc, bo boli ją głowa, żeby jej pomogli.

On powiedział że jest naćpana a ja wtedy rozpłakałam się (…) Okazało się, że ma tętniaka w głowie – mówiła matka Oli, zaznaczając, że karetka jechała aż półtorej godziny, z innego miasta.

Jak wspomina, musiała sama interweniować i wymusić na lekarzach reakcję. Jej zdaniem zachowywali się dziwnie, zasłaniając się procedurami.

– Zwierzę dzisiaj ratują szybko, a człowieka- procedury. I zwalają na ministra (..) Czas, który był do ratowania był spędzony na oczekiwaniu na transport – dodaje ojciec zmarłej dziewczyny.

Elżbieta Jaworowicz uroniła łzy

Według relacji matki, nastąpiła decyzja o przeniesieniu dziewczyny do innego szpitala. Jednak trzeba było ponownie czekać bardzo długo na karetkę. Ponadto ratownicy upuścili Olę. Bardzo szybko jej stan się pogorszył i zmarła.

Nie było sekcji zwłok. Oddała serce płuca, nerki, trzustkę. Uratowała pięć osób. Nawet sama prowadząca była wstrząśnięta opowiedzianą historią.

– Lekarze na to czekali, jakby żywcem chcieli je wyjąć, czy coś… – zastanawia się ojciec.

Pojawiły się głosy, czy w tym przypadku nie miał miejsca nielegalny proceder, związany z handlem organami. Trudno jednak powiedzieć, czy wynikało to z celowego działania czy ze zwykłego zaniedbania lekarzy. Prokuratura nie podjęła żadnych działań, gdyż raport nie wykazał nieprawidłowości, a – zdaniem rodziców – było w nim wiele nieprawdy.

Share