„Jak było naprawdę”: Sąd umorzył postępowanie ws. oświadczeń majątkowych Adamowicza

W związku ze śmiercią prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza miejscowy Sąd Rejonowy umorzył w piątek postępowanie w sprawie, w której samorządowiec był oskarżony o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012.

Ogłaszając umorzenie postępowania sąd poinformował, że 22 lutego wpłynął do niego zupełny odpis aktu zgonu samorządowca zmarłego 14 stycznia – dzień po tym, jak podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy został na scenie zaatakowany nożem przez 27-letniego Stefana W.

Obecny w piątek w sądzie obrońca Adamowicza – mec. Jerzy Glanc powiedział dziennikarzom, że „okoliczności tej sprawy budzą wiele wątpliwości jeżeli chodzi o decyzje podejmowane przez prokuraturę”.

„Prokurator najpierw występuje o warunkowe umorzenie postępowania, dostaje wszystko to, o co wnosi – taki zapada wyrok sądu, następnie – po zmianie struktury prokuratury, po włączeniu jej w polityczny nadzór ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, następuje zaskarżenie tego wyroku” – powiedział Glanc.

„Na tym nie kończą się działania prokuratury, prokuratura dalej próbuje ściągnąć to postępowanie z powrotem do postępowania przygotowawczego rzekomo pod kątem konieczności uzupełnienia materiału.

A jakie uzupełnienie materiałów może być w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z oskarżeniem o niezgodne z prawdą oświadczenia majątkowe: porównuje się stan konta, porównuje się to, co pan prezydent wpisał, to jest wszystko oczywiste, tutaj stan faktyczny jest absolutnie oczywisty” – powiedział Glanc.

Dodał, że – jego zdaniem, w działaniach prokuratury „chodziło tylko o to, żeby docelowo wywołać wrażenie. że Paweł Adamowicz nie jest uczciwą osobą i żeby przez to wyeliminować go z polityki. Gorzko zabrzmi to, co teraz powiem, ale rzeczywiście wyeliminowano go z polityki i to jest bardzo smutne” – powiedział też Glanc dodając, że „ta cała sytuacja mogła również mieć wpływ na proces decyzyjny” Stefana W. „Bardzo smutna sprawa i szkoda, że w jakimś stopniu organy państwa mogły się przyczynić do tego, co się wydarzyło 13 stycznia” – podkreślił.

W sądzie zjawił się też prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Zapytany przez dziennikarzy o powód jego obecności, samorządowiec powiedział, że „przyszedł, bo sprawa dotyczyła jego przyjaciela”.

„To była sprawa stricte polityczna, wywołana przez pana ministra Ziobrę jako prokuratora generalnego. Pokazuje to próby wpływania na niby niezależną prokuraturę i ta sprawa, taka polityczna ewidentnie, w korelacji z działalnością mediów publicznych czyli telewizji publicznej doprowadziła do takiej mowy nienawiści, która była na pewno jedną z przyczyn tego, co się stało” – powiedział Karnowski.

Umorzone w piątek postępowanie było już drugim procesem w tej sprawie. Po raz pierwszy trafiła ona do gdańskiego sądu rejonowego w grudniu 2015 r. Wówczas wniosek o warunkowe umorzenie postępowania, na okres dwóch lat próby, oraz zasądzenie od prezydenta Gdańska świadczenia w wysokości 40 tys. zł złożyła prowadząca śledztwo Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu. Sąd wniosek prokuratury uwzględnił w marcu 2016 r.

Umarzając wówczas postępowanie sąd uznał, że wina i społeczna szkodliwość zarzucanych prezydentowi czynów nie są znaczne i nie ma podstaw do uznania, że działał on z zamiarem bezpośrednim popełnienia przestępstwa.

Sąd wyjaśniał też m.in., że posiadając już pięć mieszkań i dwie działki, Adamowicz kupił wraz z żoną w styczniu 2009 r. i lutym 2010 r. dwa kolejne mieszkania w Gdańsku, nie umieszczając ich jednak w oświadczeniu majątkowym; nie zgadzały się również dane dotyczące zgromadzonych oszczędności, wszystkie były zaniżone – najmniej o ponad 51 tys. zł, a najwięcej o ok. 320 tys. zł.

Po tym orzeczeniu polecenie złożenia apelacji na niekorzyść Adamowicza wydał poznańskim prokuratorom dyrektor Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej – prokurator tym samym zaskarżył postanowienie, o jakie sam wcześniej wnosił.

Rozpatrując to odwołanie, Sąd Okręgowy w Gdańsku w grudniu 2016 r. uwzględnił wniosek prokuratury i uznał, że sprawa podawania przez Adamowicza nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012 musi być ponownie rozpatrzona przez sąd niższej instancji. Sąd okręgowy zalecił, by sąd niższej instancji m.in. wnikliwie zbadał motywy i pobudki postawy samorządowca.

Podczas pierwszej rozprawy w tym procesie, pod koniec września 2017 r. Adamowicz przyznał, że nie podał w oświadczeniach majątkowych wszystkich informacji. Tłumaczył, że stało się tak przez pomyłkę, będącą skutkiem powielania błędów z poprzednich oświadczeń, a pierwsze z nich powstało w kwietniu 2010 r.

Wyjaśniał, że był w tym czasie zaangażowany w organizację kilku uroczystości pogrzebowych ofiar katastrofy smoleńskiej pochodzących z Gdańska, a jego żona, będąc w zaawansowanej i zagrożonej ciąży, trafiła do szpitala. Adamowicz mówił też śledczym, że sprawami finansowymi zajmuje się żona.

W prokuraturze samorządowiec tłumaczył, że pomyłka miała charakter mechaniczny i nieświadomy i była powielana automatycznie przy kolejnych oświadczeniach. Adamowicz wyjaśniał, że gdy zdał sobie sprawę z błędów, sam je skorygował w kolejnych oświadczeniach.

Prezydent tłumaczył też w prokuraturze niejasności związane z danymi dotyczącymi oszczędności. Wyjaśniał, że obie jego córki dostały pieniądze od dziadków i pradziadków (ze strony żony) w kwocie kilkuset tysięcy złotych. „Te darowizny stanowią majątek odrębny moich dzieci i nie wymagały wykazywania tego w moich oświadczeniach majątkowych” – mówił w trakcie śledztwa.

.

Share