Jej menadżerka nie uwierzyła, że jest chora i zmusiła ją do przyjścia do pracy. Chwilę później gorzko tego pożałowała

Relacje z szefami i przełożonymi bywają różne. Zdarza się, że są bardzo partnerskie, wręcz przyjacielskie, ale bywa też, że przełożony, który ma władzę nad swoimi podwładnymi jest wyjątkowo mało empatyczny i z trudem akceptuje fakt, że każdy ma swoje życie prywatne albo czasem może poczuć się na tyle źle, aby nie być w stanie stawić się w pracy.

Niestety ten ostatni przypadek dotyczy niejakiej Sary, która podzieliła się swoją historią w Internecie, a przytoczył ją serwis BoredPanda. Dziewczyna opisała, jak mimo wyjątkowo ostrego zatrucia pokarmowego jej menadżerka dosłownie zmusiła ją do przyjścia do firmy. W obawie przed utratą pracy Sarah w końcu się ugięła, ale jej menadżerka musi po dziś dzień żałować, że nie wykazała się wtedy większym zrozumieniem. Oto, jak przebiegła cała historia – słowami Sary:

“Pracowałam dla jednej z sieciówek w Wielkiej Brytanii. Mieli bardzo restrykcyjne zasady odnośnie brania wolnego, coś na zasadzie świateł w ruchu drogowym. Bez względu na to, czy nieobecność była usprawiedliwiona czy nie, jeśli byłeś w fazie czerwonej, dostawałeś pisemne ostrzeżenie.

Pewnego ranka obudziłam się i już po paru minutach wiedziałam, że coś jest nie tak… Bardzo bolał mnie brzuch (podejrzewałam zatrucie żołądkowe), wymiotowałam, a i z drugiej strony nie było tak różowo. Miałam poty i dreszcze, nie byłam w stanie wyjść z łazienki. W związku z tym oczywiście zadzwoniłam do pracy i powiedziałam, że jestem chora. Ludzie z HR-u byli bardzo mili i powiedzieli, że to żaden problem.

.

Dwie godziny później odbieram telefon od menadżerki sklepu, która mówi, że mam przyjść do pracy, bo jestem potrzebna. Opowiedziałam jej, jak do tej pory wyglądał mój dzień i wyjaśniłam, że jestem chora. Wobec tego zmieniła taktykę i powiedziała, że muszę przyjść, bo jestem w “czerwonej fazie nieobecności” i w związku z tym będzie musiała dać mi pisemne ostrzeżenie.

Nie mogę pozwolić sobie na to, żeby stracić tę pracę, a tak to się niestety mogło skończyć. Po paru minutach wahania stwierdziłam: W porządku! Przywlokłam się do pracy, weszłam głównymi drzwiami i pierwsze, co usłyszałam od koleżanki z biurka obok to: “O mój Boże, co ci się stało? Jesteś cała szara!”. Mam rude włosy, więc zazwyczaj i tak jestem bardzo blada.

Wezwała Lisę, menadżerkę działu, która tylko na mnie spojrzała i zaprowadziła mnie do menadżera sklepu. Wyjaśniłam mu, że jestem chora – był wściekły, że ktoś kazał mi w takim stanie przyjść do sklepu. Powiedział Lisie, żeby natychmiast odwiozła mnie do domu.

Gdy wychodziłyśmy z Lisą ze sklepu, na kogo wpadłyśmy? Na menadżerkę, która kazała mi przyjść do pracy. Przechodziłyśmy akurat obok biurka z farbami i poczułam, że zbiera mi się na wymioty. Podbiegłam do najbliższego kosza na śmieci (właśnie przy tym biurku), ale skurcze żołądka były tak silne, że nie byłam w stanie zwymiotować do kosza z głową w dole. Zwymiotowałam niczym ta opętana dziewczynka z filmu “Egzorcysta” na całe biurko z farbami, na maszyny mieszające… Wszędzie.

.

W końcu podniosłam głowę, próbując złapać oddech i zobaczyłam moją menadżerkę, która była absolutnie przerażona. W sklepie było słychać tylko muzykę płynącą z radia i odgłos wymiocin, które skapywały na podłogę. Chwilę później pojawił się menadżer sklepu, spojrzał na moją menadżerkę i powiedział: “Lepiej łap za mopa, a potem porozmawiam z tobą w moim biurze. Lisa, proszę, odwieź Sarę do domu”.

Następnego dnia Lisa powiedziała mi, że moja menadżerka dostała… pisemne ostrzeżenie w związku z wykroczeniem zawodowym. Karma do niej wróciła! Teraz naprawdę cieszę się, że jej posłuchałam i przyszłam do pracy. Było warto, żeby dostała taką nauczkę”.

A wy spotkaliście się z tak absurdalnym systemem brania dni wolnych w pracy albo z przełożonymi, którzy kazali wam przychodzić do biura mimo tego, że jesteście chorzy?

Share