Joachim Brudziński kupuje w Brukseli maślane ciasteczka, które uwielbia jego syn

Jak można było przypuszczać, „maślane ciasteczka”, o których na konwencji Prawa i Sprawiedliwości mówił Mateusz Morawiecki, wzbudzają zainteresowanie. Słodycze po które – jak twierdził premier – do Brukseli jeździ Joachim Brudziński, już stały się obiektem kpin w sieci.

„Naprawdę zdecydowałeś się kandydować do PE, bo twoje dzieci lubią maślane ciasteczka z Brukseli? To jest oczywiście bardzo ważne, ale czy jest jeszcze jakiś inny powód?” – zwrócił się do polityka Prawa i Sprawiedliwości Sławomir Nitras.

Pod tym wpisem na Twitterze rozgorzała dyskusja. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy polityki PiS postanowili zabrać głos w tym „konsumenckim” temacie.

– Joachim (Brudziński – red.) opowiedział mi, że jego najmłodszy syn lubi maślane ciasteczka, ale niestety musi przywozić mu je z Brukseli. Inaczej tam smakują. Nasz dream team będzie z tym walczył, będzie walczył o równe traktowanie – mówił podczas konwencji PiS w Poznaniu Mateusz Morawiecki.

– Joachim (Brudziński – red.) opowiedział mi, że jego najmłodszy syn lubi maślane ciasteczka, ale niestety musi przywozić mu je z Brukseli. Inaczej tam smakują. Nasz dream team będzie z tym walczył, będzie walczył o równe traktowanie – mówił podczas konwencji PiS w Poznaniu Mateusz Morawiecki.

To te słowa premiera Mateusza Morawieckiego zapoczątkowały dyskusję o smakowych preferencjach w domu Joachima Brudzińskiego. Morawiecki chciał w ten sposób zobrazować różnice w traktowaniu konsumentów i producentów w UE. Jego zdaniem Polacy są w tym obszarze dyskryminowani.

– Wolny i wspólny rynek europejski musi zakładać uczciwe traktowanie wszystkich konsumentów (…) Walcząc o równość, walczymy o silną Unię – przekonywał szef rządu.

Share