Kiedy PiS pozwoli zrobić nam przedświąteczne zakupy. Czy zakaz handlu w niedziele zostanie zniesiony

Było powoływanie się na Zachód. Obiecywano, że pomoże to małym sklepikom i polskim małym firmom, a wyszło jak zwykle. Zakaz handlu w niedziele szkodzi, coraz mniej osób go popiera, a na Zachodzie, na który propisowskie media się non stop powołują wcale nie jest tak „proniedzielnie” jak się wydaje.

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez PwC, w prawie połowie badanych europejskich państw nie ma żadnych restrykcji w kwestii zakazu handlu, natomiast w 15 w ciągu ostatnich 10 lat prowadzono powolny, ale konsekwentny proces rozluźniania prawa zakazującego handlu w niedziele. Powodem był sprzeciw społeczny, który był na szczęście silniejszy od związkowych krzykaczy. Łącznie przebadano 30 państw.

Dla przykładu, w Hiszpanii od lat 90-ych obowiązywały ograniczenia handlu. W 2013 roku przedstawiono aktualizacje stref wyłączonych z zakazu, również hipermarketów. Rok wcześniej parlament hiszpański wdrożył ustawę zezwalającą na wydłużenie pracy sklepów. Związki zawodowe w burzliwy sposób przedstawiały swoje stanowisko, ale mimo to liberalizacja postępuje.

Z kolei we Francji w 500 miejscowościach określonych jako turystyczne sklepy mogą być otwarte cały dzień – zarówno małe sklepy jak również hipermarkety. Również w tym kraju związki zawodowe się burzyły, ale społeczeństwo wygrało. Pojawia się też coraz więcej głosów, że państwowy zakaz handlu w niedzielę w ogóle powinien przestać istnieć.

Zakaz od 2015 roku obowiązywał także na Węgrzech. Zniesiono go już po roku.

Bezsensowność oraz szkodliwość ustawy o zakazu handlu widać w Polsce na każdym kroku. Przypominamy, że Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców powiedział, że małe sklepy zostaną lub wkrótce będą zamknięte z powodu zmniejszonego obrotu w liczbie aż 15 tys. A według rządu ustawa miała im pomóc konkurować z wielkimi zagranicznymi hipermarketami.

Wystarczyła odrobina zdrowego rozsądku, by przewidzieć, że stanie się dokładnie odwrotnie. Wielkie sieci mają całe zespoły prawników, które wyszukiwały mnóstwo sposobów, jak obejść durne prawo, na co często polscy drobni właściciele nie mogą sobie pozwolić.

A sposobów jest mnóstwo: Wystarczy ogłosić się placówką pocztową, jak na przykład „Żabka”. Można również skorzystać z innego wyjątku przewidzianego w ustawie, jak np. sklep sieci „Biedronka” na dworcu autobusowym w Świeciu. Każdy większy gracz na rynku poradzi sobie dobrze z regulacjami, zaś najwięcej oberwie się drobnym przedsiębiorcom. Niestety, dotychczas rząd ulegał związkowcom, jakby byli oni jedynymi Polakami i obywatelami w tym kraju. Czy jednak wkrótce się to zmieni?

Dzisiejsza decyzja marszałka Kuchcińskiego daje nadzieję, że rząd przejrzał na oczy. Tak naprawdę wystarczy obiektywnie spojrzeć na sprawę by zrozumieć, że związkowcy to nie naród, a jedynie jego część. I to niezwykle uprzywilejowana kosztem pozostałych obywateli.

Czy więc wkrótce PiS pozwoli znowu robić nam zakupy na święta?

Share