„Koperta czy prezent?”: Właśnie rusza przedkomunijny obóz przetrwania

Za chwilę maj – miesiąc komunii, ale już teraz trwają przygotowania i rozmowy o albach, sukienkach, przyjęciu, prezentach, no i pieniądzach.

Tak, komunie to coraz częściej powód do rozmów o pieniądzach: „Ile da?”, „Kto ile dał?”, „Ile nas to będzie kosztować?” i „Co zrobimy z pieniędzmi?”. Dla jednych to przeżycie bardziej duchowe-religijne, dla innych to spotkanie rodzinne i wydatek. Słyszą to dzieci i nasiąkają tym podejściem.

Pierwsza komunia – największy test uczciwości dla rodziców

Z roku na rok komunijne pomysły zaskakują. Musi być przede wszystkim „na bogato” i hucznie. Zarezerwowana sala zwykle jest duża i przystrojona, trochę jak na wesele. Cała rodzina w pogotowiu, napięcie rodziców i strach w oczach gości: „Ile mam dać, żeby nie wypaść blado”.

Chaos przedkomunijny znany jest większości rodzinom. Dorośli panikują przed i po. Przed komunią stanowi to wydatek, a po są oczekiwania związane z tym, co dostały dzieci i (lub) rodzice.

Z dziećmi umawiają się już przed – co chcą dostać (najlepiej, jeśli będą to pieniądze) i co z tym zrobią. Na wstępie muszę zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę z podziału na dwa obozy i żadnego nie oceniam.

Chcę zwrócić jedynie uwagę na to, co stało się kluczowym tematem rozmów przed wydarzeniem, o którym w szkole uczy się dzieci, że jest duchowym przeżycie, a przynajmniej powinno być.

W rozmowach jednak często słyszę: „Kasia chce sobie po komunii kupić coś porządnego, ale jeszcze nie wie co”, „Moja Julka chce pieniądze na komunię, po co jej jakieś tam prezenty.

Potem nie wiadomo, co z tym ronić”, „Krzyś chce za jakiś czas, jak już będzie starszy kupić skuter”. Aż trudno uwierzyć, że to pomysły samych dzieci. W takiej atmosferze w perspektywie dziecka, komunia to festiwal zabawy i prezentów, nie ma w tym grama duchowych przeżyć.

Co z tymi pieniędzmi z komunii zrobić?

Od tych ustaleń zależy, co dzieci mówią, podczas zapraszania na komunię – o czym „marzą”. Zaobserwowałam dwa obozy rodziców – tych, którzy nastawiają się na prezenty w kopercie i tych, którzy absolutnie nie chcą sugerować.

Wśród rodziców są też ci, którzy pieniądze chcą odłożyć dziecku i ci, którzy uznają, że chcą wziąć je dla siebie, bo wystarczająco dużo kosztowała ich komunia.

Czasem wydatki komunijne przerastają rodziców i potrzebują wtedy pieniędzy dziecka. Teoretycznie nie powinni tego robić. Prawo mówi, że nieoddanie gotówki lub wydanie jej byłoby raczej przywłaszczeniem, które polega na swobodnym dysponowaniu czymś, co już znajduje się w rękach sprawcy.

Czyli jest to przestępstwo, za które grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia (art. 284 § 2 Kodeksu karnego). Z praktycznego punktu widzenia, nie wszystkich rodziców stać na oddawanie dzieciom pieniędzy, jakkolwiek to brzmi.

Komunia Święta to stan umysłu

Przyznajmy – większość dzieci nie wie do końca, o co w komunii chodzi. Potrzebują wskazówek, a wokół dzieje się zbyt dużo. W tym szumie ginie magia i szansa na przeżycie tego wszystkiego inaczej. Wianek – sztuczny czy prawdziwy, z białej gipsówki czy z błękitnych frezji. Fryzury w stylu boho, glamour czy rustykalnym. Obrus biały czy szary.

Wielkie przyjęcie, fotograf, atrakcje, alkohol na komunii, potrójny tort. Jest tak wystawnie, że głupio pojawić się tam w skromnej sukience i balerinkach.

A po komunii kolejny dylemat – co zrobimy z pieniędzmi? Z samym sprawdzaniem kopert mogą być „zabawne”, a raczej pogrążające nas historie. Pamiętam, jak znajoma opowiadała mi sytuację z jej komunii.

– Wstałam rani i podekscytowana rozpakowałam prezenty, wyjęłam też pieniądze z kopert. Przez to mama nie mogła dowiedzieć się, kto ile dał. Matko, wstyd mi to opowiadać, to jest takie przykre, jak bardzo uczymy materializmu dzieci i to od najmłodszych lat – opowiada mi dobra znajoma.

Gdy dopytałam ją, który prezent był najlepszy, odpowiedziała: – Aparat fotograficzny Nikona, do dzisiaj go mam. W sumie od tego momentu zaczęłam robić zdjęcia i totalnie się w tym zakochałam.

Ewka dzisiaj robi profesjonalne zdjęcie dla swojej marki, robi sesje zdjęciowe na zamówienie. Może zatem powiem – liczy się gest, nie zaś koperta z ładną sumką.

Ile dajesz na komunię u chrześniaka?

Pisząc ten tekst, wróciłam też do swoich wspomnień związanych z komunią i prezentami. Pamiętam, że marzyłam o dobrym rowerze. Nie pamiętam kto i ile dał, ale pamiętam, że po roku kupiłam sobie wymarzony rower.

Trochę dołożyli mi rodzice, trochę dozbierałam. Dziś wiem, że pieniądze to nie wszystko. I jakkolwiek utopijnie to brzmi, wiem, że najbardziej liczą się nasze emocje, doznania i atmosfera między ludźmi.

Ciężko przeżyć pierwszą komunię bez wyciszenia, w chaosie, gwarze i niezdrowej rywalizacji, kto bardziej i lepiej. Może właśnie lepiej skromnie, a z sercem… To myśl skierowana nie tylko do dzieci, ale i rodziców.

Dla tych, którzy w tym roku wybierają się na komunię, mam drobną radę – nie przejmujmy się za mocno kwotami i prezentami. Idź i daj tyle, ile możesz dać. Nie liczy się kwota ani prezent, ale to, co masz do przekazania dziecku.

Jeśli czujesz, że kupiony przez ciebie pierwszy dziecka aparat fotograficzny może mu otworzyć drogę do pasji, zrób to. Nie dawaj się jakimś sztucznym ustaleniom, bądźmy dorośli.

.

Share