Ksiądz nie dał mi rozgrzeszenia, bo podczas spowiedzi…

Zbliża się Wielkanoc i mnóstwo osób przystępuje do sakramentu Pokuty i Pojednania. Chociaż wielu niewierzących wyśmiewa ludzi chodzących do spowiedzi, nadal nie brakuje wiernych, którzy stoją w długich kolejkach, aby móc wyznać swoje przewinienia. Widać to nawet w dużych miastach. Nie wszyscy odchodzą jednak od konfesjonału zadowoleni – są ludzie, którzy nie uzyskują rozgrzeszenia.

U niektórych powoduje to rozpacz, ale inni próbują kolejny raz u innego księdza, nierzadko przekręcając przy tym wyznanie win lub zatajając pewne grzechy. Taka spowiedź oczywiście jest nieważna, ale penitenci przeważnie próbują przekonać samych siebie, że wszystko odbyło się tak, jak trzeba. Liczy się dla nich efekt.

Za co można nie dostać odpuszczenia grzechów? Zebrałyśmy najciekawsze wypowiedzi z forów internetowych. Na zwierzenie zdecydowało się także kilku naszych znajomych.

„Od kilku lat mieszkam ze swoim facetem. Oboje wyprowadziliśmy się z rodzinnego miasta. Studiujemy i pracujemy. Mieszkanie razem wynosi nas taniej. Zarówno ja, jak i Paweł jesteśmy wierzący. Chodzimy do kościoła i do spowiedzi.

Do tej pory przeważnie ukrywałam przed spowiednikami, że regularnie sypiam ze swoim facetem. Bałam się, jak zareagują. Tym razem jednak postanowiłam wyznać wszystko szczerze, bo pojawiły się u mnie wyrzuty sumienia. Obawiałam się tylko, że nie dostanę rozgrzeszenia i niestety nie pomyliłam się.

Ksiądz nie krzyczał ani nic w tym stylu, gdy wyznałam swój grzech. Spytał tylko, czy żałuję i chcę to zmienić. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że tak i nie. Oczywiście jest mi trochę przykro, ale z drugiej strony kocham swojego faceta i nie widzę w tym nic złego. Gdybym nic do niego nie czuła, to co innego.

Powiedziałam też, że nie mogę przestać z nim mieszkać. Wtedy ksiądz odparł, że nie może dać mi rozgrzeszenia, bo warunkiem jest mocne postanowienie poprawy. Poradził, abyśmy skończyli ze współżyciem, bo samo mieszkanie z facetem jeszcze grzechem nie jest.

Załamałam się wtedy i odeszłam od konfesjonału. Miałam wrażenie, że wszyscy wiedzieli, co do mnie mówił i dlaczego nie dał mi rozgrzeszenia”.

„W młodości popełniłam ogromny błąd. Uwiodłam młodego księdza. To był jednorazowy wypadek. Podałam mu alkohol, zaczęłam miło rozmawiać i jakoś poszło. Przez wiele lat nie wyznawałam tego na spowiedzi. Myślałam, że Pan Bóg i tak wszystko widzi, więc mi wybaczył. Pewnego dnia dowiedziałam się, że to tak nie działa. Muszę szczerze wyznać wszystkie grzechy i żałować za nie. Cóż, zebrałam się na odwagę i… nie dostałam rozgrzeszenia. Ksiądz powiedział, że on sam nie ma takiej możliwości. Muszę udać się do kapłana, który ma specjalne upoważnienie od papieża”.

„Od kilku miesięcy noszę wkładkę domaciczną. Nie chcę mieć więcej dzieci, dwoje mi wystarczy. Powiedziałam o tym księdzu podczas spowiedzi, a on nie dał mi rozgrzeszenia. Antykoncepcja to grzech, muszę żałować tego, co zrobiłam, i zakończyć ją – usłyszałam.

Wtedy spytałam go, jak to jest, że ludzie ciągle mają te same grzechy i dostają rozgrzeszenie, a ja nie. Spowiednik wytłumaczył mi, że wszyscy jesteśmy słabi i każdemu zdarzają się upadki. Liczy się wytrwałość, podejmowanie walki z pokusą i postanowienie poprawy.

Nawet jeżeli upadnę jeszcze raz, znowu mam iść do spowiedzi, żałować i postanowić poprawę. To jakaś masakra… Tyle ambarasu o jedną wkładkę”.

„Będę szczera – złapałam faceta na dziecko. Nie miałam się gdzie podziać, potrzebowałam jakiegoś lokum, więc postanowiłam, że najlepiej będzie, jeżeli zajdę w ciążę z mężczyzną, a potem się do niego wprowadzę.

Jak zaplanowałam, tak zrobiłam. M. jest porządnym facetem, więc oświadczył mi się i w czwartym miesiącu ciąży wyszłam za niego. Wcześniej potrzebowałam karteczki podpisanej przez spowiednika, że odbyłam spowiedź. Niestety, gdy wyznałam księdzu prawdę, że oszukałam faceta i wykorzystałam go, aby mieć gdzie mieszkać, nie dostałam rozgrzeszenia.

Kapłan powiedział, że muszę wyznać mu prawdę. Pobłogosławił mnie i na tym zakończył spowiedź. Wróciłam do niego po tygodniu i skłamałam, że M. wie o wszystkim i wybaczył mi. Rozgrzeszenie dostałam!”

„Jakiś czas temu dokonałam aborcji. Jestem nastolatką i nie wyobrażam sobie wychowywania dziecka. Oddanie go do adopcji również nie wchodziło w grę – rodzice zamordowaliby mnie za sam fakt ciąży! Poprosiłam o pomoc faceta, który wszystko zorganizował.

Po wszystkim pojawiły się jednak wyrzuty sumienia. Po raz pierwszy od kilku lat postanowiłam oczyścić się na spowiedzi. Bardzo się stresowałam, ale na pewno nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Pod żadnym względem. Po pierwsze ksiądz nie nawrzeszczał na mnie. Porozmawialiśmy dłużej i nawet popłakałam się. Ksiądz powiedział jednak, że nie może udzielić mi rozgrzeszenia.

Dokonując aborcji, automatycznie spada na mnie ekskomunika. Może ją zdjąć tylko biskup albo wyznaczony kapłan. Dopiero potem dostanę rozgrzeszenie. Nie spodziewałam się, że to wszystko jest takie skomplikowane…”

„U spowiedzi nie byłem przez około 10 lat. Różne rzeczy robiłem w życiu, ale w końcu tak się poplątałem, że postanowiłem iść do spowiedzi. Teraz żałuję, że się na nią zdecydowałem. Nie dostałem rozgrzeszenia, bo będąc nastolatkiem, pobiłem księdza na religii. Kapłan powiedział, że rozgrzeszenie tego grzechu może dać mi tylko biskup. Dziękuję, nie będę się więcej fatygował”.

Share