„Lekarka nawet nie spojrzała na dziecko”: SOR odmówił pomocy 3-latkowi z wysoką gorączką

– Lekarze z Nowej Soli uratowali moje dziecko – mówi w rozmowie z „Gazetą Lubuską” Kornelia Masowska, która opowiedziała dramatyczną historię ze szpitala w Zielonej Górze. Kobieta twierdzi, że jej 3,5-letni syn z bardzo wysoką gorączką nie otrzymał pomocy. – Lekarka nawet nie spojrzała na dziecko – twierdzi.

Pani Kornelia została odesłana do lekarza rodzinnego. Szpital zmienił zdanie, gdy zażądała odmownej decyzji na piśmie, jednak kobieta zdecydowała się udać do szpitala w Nowej Soli

Lekarze stwierdzili u jej syna mononukleozę zakaźną

Personelowi zielonogórskiego szpitala zwrócono uwagę, aby zbierał dokładniejszy wywiad od zgłaszających się pacjentów i ich rodzin – zapewnia rzecznik placówki

Od momentu śmierci mężczyzny na izbie przyjęć Sosnowieckiego Szpitala Miejskiego w mediach pojawia się coraz więcej historii związanych z nieudzieleniem pomocy przez lekarzy.

Do kontrowersyjnej sytuacji w Zielonej Górze doszło pod koniec stycznia. Pani Kornelia mówi, że jej syn miał 41 stopni gorączki, był niemal nieprzytomny. Lekarz, który kilka dni wcześniej badał dziecko, w rozmowie telefonicznej kazał jej jechać do szpitala. Podejrzewał mononukleozę zakaźną, co zostało później potwierdzone.

Na zielonogórskim SOR recepcjonistka kazała czekać. – Mówiła, że zapyta lekarki, czy nas przyjmie. Po chwili wróciła z informacją, że lekarz gorączkującego malucha nie obejrzy i że mam szukać lekarza rodzinnego, bo „przecież są lekarze rodzinni, a skoro gorączka trwa trzy dni, to nie jest nagły przypadek” – wspomina pani Kornelia.

Kobieta zażądała odmowy na piśmie. Wtedy lekarka zmieniła zdanie, ale pani Kornelia, która od kwadransa oczekiwała pomocy, postanowiła szukać jej gdzie indziej. Udała się do szpitala w Nowej Soli.

– Stan synka się pogorszył, ale dla lekarzy z Zielonej Góry nie był to sygnał, by się nim szybko zająć. Przecież to małe dziecko. Na co miałam czekać, skoro nawet sam fakt przyjęcia musiałam wybłagać – tłumaczy.

Podejście pracowników szpitala w Nowej Soli miało być zupełnie inne. – Od razu pobrano synkowi krew, zrobili wyniki, miał 41 stopni gorączki. Dostał kroplówki, antybiotyki. Po kilku godzinach jego stan się poprawił. To była opieka na poziomie Europy. Wysłuchali mnie. Tam nikt się nie wymądrzał, nie kazał czekać i nie odsyłał mnie do rodzinnego. Inny świat. Ale na pewno taki, jakiego oczekuje pacjent – uważa pani Kornelia.

„Gazeta Lubuska” poprosiła szpital w Zielonej Górze o komentarz do sprawy. Rzeczniczka placówki Sylwia Malcher-Nowak odpowiedziała, że czas oczekiwania na oddziale wynosił „zaledwie 17 minut”.

Wyjaśniła też, że „SOR pełni funkcję miejsca, gdzie udzielane są świadczenia zdrowotne pacjentom, u których występuje zagrożenie zdrowia lub życia. W ciągu trzech dni, kiedy dziecko gorączkowało, można było skorzystać ze świadczeń lekarza POZ lub nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej”.

Jednocześnie personelowi szpitala zwrócono uwagę, aby zbierał dokładniejszy wywiad od zgłaszających się pacjentów i ich rodzin.

.

Share