„Mafie lekowe”: Największy kryzys lekowy w Polsce

Pacjenci i eksperci nie mają wątpliwości: w Polsce trwa największy kryzys lekowy od lat. Minister zdrowia Łukasz Szumowski (47 l.) twierdzi, że to nieprawda.

Mówi, że specyfiki na tarczycę czy cukrzycę już są w polskich hurtowniach. Ale pan Radosław z Kalwarii Zebrzydowskiej (woj. małopolskie), który choruje na cukrzycę, wcale tego nie potwierdza.

Tabletek na obniżenie poziomu cukru we krwi, które powinien przyjmować codziennie, nie ma ani w jego mieście, ani nawet w większych Wadowicach.

Marek Tomków, szef Naczelnej Rady Aptekarskiej, potwierdza informacje, które podaje Fakt. – Słowa ministra brzmią uspokajająco, ale dotyczą tylko kilku leków. A na liście brakujących farmaceutyków jest 200 pozycji – mówi.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy wyjaśniają, że pacjencji coraz częściej wychodzą za aptek z kwitkiem z kilku powodów, które się na siebie nałożyły.

Jednym jest działalność mafii lekowych. Innym, uzależnienie naszego rynku od chińskich dostawców. To tam produkuje się składniki wielu polskich leków. A chińskie fabryki, jedna po drugiej, są właśnie zamykane.

„Nie mogę kupić leku na cukrzycę”

Po środowej publikacji Faktu o tym, że w Polsce brakuje leków, napisał do nas Radosław Graczyk (44 l.) z Kalwarii Zebrzydowskiej (woj. małopolskie).

– Mam cukrzycę typu 2. Jest mi bardzo ciężko kupić lek o nazwie Glukophage 750 XR, w żadnej aptece w moim mieście go nie ma, w Wadowicach również. A cukier rośnie – napisał pan Radosław.

Sprawdziliśmy. Faktycznie glukophage 750 XR jest niedostępny w Kalwarii. Najbliższa apteka, w której można znaleźć ten specyfik oddalona jest od jego miejsca zamieszkania o 30 km.

– Wcześniej brałem ten specyfik w dawce 500. Kiedy tej nie można było dostać w aptekach, lekarz przepisał mi dawkę 750. I co z tego, skoro teraz i ta nie jest już dostępna.

Jeżdżę po zaprzyjaźnionych aptekach, wszędzie bezradnie rozkładają ręce. Tego leku nie ma w hurtowniach – skarży się Faktowi pan Radosław.

Cierpi na cukrzycę od kilku lat, jeśli przestanie brać leki, po kilku dniach ma kłopoty z nerkami, ze wzrokiem…

– Już wczoraj miałem przekroczony poziom cukru, boję się myśleć, co będzie za kilka dni – wyjaśnia.

Mafie lekowe

Przyczyną kryzysu lekowego może być działalność mafii lekowych. Sprzedają one zagranicznym podmiotom całe partie leków przeznaczonych na nasz rynek.

Robią to z powodów ekonomicznych – poza Polską ceny tych samych leków mogą być nawet kilkakrotnie wyższe. Różnica to czysty zysk dla nieuczciwych „przedsiębiorców”.

Władze są świadome skali nadużyć i w ramach walki z ich skutkami nowelizowano już przepisy, by móc objąć leki systemem monitorowania towarów (SENT).

Zaostrzono także kary za udział w wywozie leków. To wszystko okazało się niewystarczające, bo pacjenci w poszukiwaniu niezbędnych im lekarstw musieli odwiedzać apteki odległe nawet o 100 km od ich miejsca zamieszkania. Bywa, że przepisane leki prędzej kupią… za granicą niż w Polsce.

Rząd bagatelizuje problem

Tylko, że o tym wszystkim rząd powinien pomyśleć już wcześniej. I zabezpieczyć polskich pacjentów przed taką sytuacją. – Od wielu miesięcy informowaliśmy resort zdrowia o kłopotach z dostępem do leków – dodaje Tomków.

W tym kontekście postawa ministra Szumowskiego szokuje. Jeszcze bardziej porażają słowa jego poprzednika, Konstantego Radziwiłła (61 l.).

Pytany o kryzys lekowy, beztrosko odpowiedział w jednym z programów telewizyjnych, że wcale go nie dostrzega, a swoim pacjentom (Radziwiłł jest lekarzem) wypisuje farmaceutyki na zapas. To niezgodne z prawem!

.

Share