„Mamy największą demokrację, była chroniona przed minionymi wiekami”: Andrzej Duda wypowiedział dziwną mowę w USA

Andrzej Duda odbył wczoraj wizytę w Białym Domu. Podczas spotkania z Donaldem Trumpem omawiane zostały szczegóły nawiązania stosunków wojskowych między Polską a USA. Podczas konferencji prasowej nasz prezydent pozwolił sobie na długi wykład dotyczący historii Polski. Nie wszystkim podobały się jego słowa.

Andrzej Duda był ostatnio gościem Donalda Trumpa w Białym Domu. Amerykański prezydent zaprosił go w celu przedyskutowania kwestii ewentualnej współpracy wojskowej Polaków i Amerykanów. Podczas konferencji prasowej obydwu przywódców, Duda pozwolił sobie na długi wykład na temat polskiej historii i jej zawiłości. Wielu uważa, że w jednej kwestii posunął się za daleko.

Andrzej Duda tłumaczy Amerykanom historię

Andrzej Duda niezwykle ciepło wypowiada się o Donaldzie Trumpie i widzi w USA poważnego sojusznika na arenie międzynarodowej. Podczas konferencji prasowej w Białym Domu, na której miał odpowiadać na pytania dziennikarzy, udało mu się wpleść w swój wywód obszerny wykład na temat polskiej historii.

Nasz prezydent starał się wytłumaczyć Amerykanom na czym polega specyfika polskiej polityki i wyjaśnić, skąd ona pochodzi. Przybliżył obywatelom USA kluczowe momenty w historii Polski. Dał się jednak ponieść emocjom podczas odpowiedzi na pytanie dotyczące demokracji.

Duda totalnie odleciał, kiedy został zapytany o demokrację w Polsce

Najpierw polski prezydent poruszył kwestię II wojny światowej i tego, że nasz kraj był rozdarty przez dwa wielkie mocarstwa, czyli nazistowskie Niemcy i sowiecką Rosję. Przypomniał również o tym, że to właśnie w Polsce narodziła się Solidarność, której pojawienie się było jednym z kluczowych powodów rozpadnięcia się ZSRR.

Andrzej Duda podkreślał, że jeżeli chodzi o sojuszników to dużo bliżej Polakom do Zachodu niż do rosyjskiej strefy wpływów.

Bardzo wielu Polakom, oglądającym transmisję z tej konferencji prasowej, podobały się słowa prezydenta. Byli dumni z tego, że Polak uczy Amerykanów historii i opowiada im o najważniejszych wydarzeniach w dziejach naszego społeczeństwa.

Sytuacja przestała wyglądać tak wspaniale, kiedy jeden z zagranicznych dziennikarzy zapytał Andrzeja Dudę o Sąd Najwyższy i stan demokracji w Polsce. Pytanie to wiązało się z niepokojem zachodniego świata dotyczącym doniesień na temat łamania Konstytucji przez polską partię rządzącą.

Polski prezydent również zdecydował się udzielić obszernej odpowiedzi na to pytanie. Tym razem jednak totalnie odleciał i raczej nie zyskał swoimi słowami sympatyków.

– Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo ludzie na Zachodzie nie rozumieją tego problemu. Bo nie urodzili się w miejscu, gdzie wcześniej była sowiecka strefa wpływu (…)

Ja się urodziłem 1972 roku w Polsce, która znajdowała się w sowieckiej strefie wpływów, w której karierę można było zrobić tylko, jeśli ktoś się zapisał do komunistycznej partii i grzecznie słuchał ludowej władzy, która była jedyną wyrocznią – zaczął swój wywód Andrzej Duda.

Później starał się to połączyć z kwestią Sądu Najwyższego, stawiając na równi sędziów SN z komunistycznymi oprawcami. To porównanie nie spodobało się wielu osobom. Według Andrzeja Dudy należy wysłać tych sędziów, który sprawowali swój urząd w czasach PRL-u w stan spoczynku. Według prezydenta tylko dzięki temu polska demokracja będzie zabezpieczona.

Źródło: pikio.pl

Share