„A mi po co szambo?…”: W Polsce w wielu miejscach mieszkańcy wciąż nie korzystają ze zdobyczy cywilizacji

XXI wiek, ludzie latają na księżyc i zdobywają głębiny mórz i oceanów, a w Polsce ludzie wciąż korzystają ze sławojek, nie mają szamba, a prysznic widzieli pół wieku temu, jak odbywali obowiązkową służbę wojskową. Niektórzy myją się w wannie wystawionej na dwór, gdzie słońce ogrzewa wodę. To nie nowa moda zakręconych ekologów – czytamy w nowym „Newsweeku”.

Janek, emerytowany pracownik Lasów Państwowych, ma trzy wanny, ale ostatni raz w bieżącej wodzie kąpał się rok temu. Trzy wanny Janka stoją stoją na podwórku. W jednej gromadzi deszczówkę, miękką wodę, którą wykorzystuje później do prania.

Z drugiej zrobił poidło dla krów. Trzeciej używa zgodnie z przeznaczeniem – wanna stoi pod drzewem, woda jest ciepła jak się w słońcu nagrzeje. Janek kąpie się w wannie, gdy jest sprzyjająca ku temu pogoda.

Bo zimą myje się w wodzie zagrzewanej w kubku zwykłą małą grzałką do wody. I nie marnuje wody, bo po myciu ciała jeszcze uda się nią umyć podłogi w domu. Janek ostatni prysznic brał w 1965 roku w szkole podoficerskiej. Gdy po odbyciu służby wojskowej wrócił do domu, zastał rodziców siedzących w pomieszczeniu oświetlonym żarówką. Gdy wyjeżdżał do jednostki prądu we wsi jeszcze nie było.

Takich ludzi jak Janek jest w Polsce więcej. Około 1,2 mln mieszkańców kraju nie ma w domu lub mieszkaniu łazienki. Dobrze, jak we wspólnocie jest… wspólne WC. Ale są i takie miejsca, gdzie potrzeby chodzi się załatwiać do sławojki. Albo załatwia się do wiadra i potem wylewa za domem.

– A mi po co szambo? Mam sławojkę – mówi Janek, pokazując na zbity z desek kibelek. – Siadam sobie elegancko, drzwi uchylam. Obserwuję ciężarówki z wycinanym w naszych lasach drewnem dla Ikei albo jak sąsiedzi wracają z roboty. Czasem pomacham, czasem ktoś mi pomacha – twierdzi rozmówca „Newsweeka”. Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika.

.

Share