„Mogą poszukać szkoły za granicą”: Wiceminister edukacji Andrzej Stanisławek dolał oliwy do ognia

Tegoroczna rekrutacja do szkół średnich przebiega w atmosferze wielkiego skandalu. Wszystko z powodu „kumulacji roczników”. Placówki muszą bowiem przyjąć blisko 370 tys. uczniów więcej niż w roku poprzednim.

Problem ten jest szczególnie widoczny w Lublinie. Aż 605 uczniów nie znalazło się bowiem na liście przyjęć do żadnej ze szkół. W związku z tym Lubelski Komitet Młodzieżowy zorganizował w poniedziałek strajk przed kuratorium oświaty i urzędem wojewódzkim pod hasłem „Nie chcemy cierpieć przez decyzje polityków”.

Do protestujących wyszła kurator Teresa Misiuk. W rozmowie z nimi stwierdziła z rozbrajającą szczerością, że „marzenia nie zawsze się spełniają”.

Oliwy do ognia dolał wiceminister edukacji Andrzej Stanisławek. W wywiadzie dla Kuriera Lubelskiego poradził on, żeby uczniowie, którzy nie znaleźli się na liście żadnej z placówek, poszukali „odpowiedniej szkoły za granicą”.

– Taka myśl przychodzi mi do głowy, że może trzeba skorzystać z rozwiązań studenckich. Nie wiem, czy jest jeszcze na to szansa, ale może uczniowie, którzy nie dostali się do żadnej szkoły, mogą poszukać odpowiedniej za granicą – powiedział Stanisławek.

Słowa te doprowadziły do dymisji wiceministra, którą przyjął premier Mateusz Morawiecki.

– Chciałbym przeprosić wszystkich, którzy poczuli się dotknięci moją wypowiedzią dla „Kuriera Lubelskiego”, wypowiedzi nie autoryzowałem, w poczuciu odpowiedzialności postanowiłem jednak złożyć dymisję z funkcji wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego – napisał Stanisławek na Facebooku.

.

Share