„Najważniejsze dowody zostały zrobione specjalnie, dopiero teraz stało się znane”: z powodu więzi Beata Szydło uniknęła wyroku sądu

Beata Szydło dwa lata temu była jedną z uczestniczek wypadku drogowego. Kolumna rządowa byłej premier zderzyła się z seicento w Oświęcimiu. Sprawa nadal nie została wyjaśniona i cały czas pojawiają się nowe tropy dotyczące tej sytuacji. Okazuje się, że zniszczeniu uległ najważniejszy dowód w całym procesie.

Beata Szydło, po ostatnim spektakularnym zwycięstwie w majowych wyborach, powoli znowu zaczyna być kluczową postacią w polskiej polityce. Media nieustannie przypominają jej o wydarzeniu, które miało miejsce dwa lata temu i którego okoliczności nadal nie zostały do końca wyjaśnione. Chodzi o zderzenie kolumny rządowej byłej premier z samochodem osobowym w Oświęcimiu. Pojawiły się nowe fakty związane z tą sprawą.

Beata Szydło i wypadek

Beata Szydło była uczestniczką wypadku drogowego, który miał miejsce 10 lutego 2017 roku. Jeden z samochodów uderzył w seicento prowadzone przez 23 letniego Sebastiana Kościelnika. Mężczyzna został później oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Z oskarżeniami nie zgodziło się trzech prokuratorów, którzy zajmowali się śledztwem dotyczącym tej sprawy, jak i sam kierowca seicento. Według nich to kierowca auta pani premier powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za to wydarzenie. Sprawa nadal jest w toku, a teraz pojawiły się niepokojące wiadomości, które być może jeszcze bardziej opóźnią rozwiązanie tego procesu.

Najważniejsze dowody uległy zniszczeniu

Do wyjaśnienia tej sprawy potrzebne jest skrupulatne zbadanie dowodów. Do tej pory przesłuchani zostali uczestnicy wypadku, jak i świadkowie zdarzenia. Osób, które widziały całe zajście było kilkadziesiąt, co z jednej strony teoretycznie powinno pomóc w określeniu kto, tak naprawdę zawinił. Z drugiej zaś strony, w związku z tak dużą grupą ludzi, ciężko zdecydować, które zeznania są prawdziwe.

Kluczowe były nagrania z kamer monitoringu. Sąd Okręgowy w Krakowie poinformował jednak właśnie, że niestety doszło do zniszczenia płyt z zapisem tych nagrań. Jest to rozczarowująca nowina, która jeszcze bardziej opóźni rozwiązanie całej sprawy. Co ciekawe, przez długi czas nikt nie wiedział o uszkodzeniu nagrania.

– Jednak nie da się jednoznacznie stwierdzić, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do ich uszkodzenia – tłumaczy rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie sędzia Beata Górszczyk.

Wygląda na to, że cała sprawa jest jeszcze bardziej tajemnicza, niż wszystkim się wydawało. Podejrzane jest bowiem to, że sąd stracił najważniejsze dowody, które mogłyby wskazywać na to, że to kierowca pani premier zawinił. Obrońca zapewnił, że ma kopię tego nośnika. Niestety, podczas procesu sądowego kopia nie może być dowodem w sprawie.

Nie ma ona żadnej wartości. Niezadowolony z zaistniałej sytuacji musi być oskarżony Sebastian Kościelnik. Zapis z kamer monitoringu mógł być poważnym argumentem wskazującym na to, że mężczyzna nie jest winny temu wypadkowi.

Źródło: pikio.pl

Share