„Nie wie o czym mówi?”: Agata Duda o strajku nauczycieli

Agata Duda nie wie o czym mówi? Okazuje się, że strajk nauczycieli wzbudza w wielu osobach masę kontrowersji. Po raz pierwszy od początku kadencji męża postanowiła się wypowiedzieć na trudny polityczny temat. Tym samym zebrała lawinę krytyki.

Agata Duda ostatnio nie znikała z nagłówków gazet. Tym samym, wiele polskich mediów z pierwszą damą chciało porozmawiać. Wszystko przez sprawę planowanych strajków nauczycieli, związanych z kwestiami zarobkowania w polskim szkolnictwie.

Pierwsza dama była wielokrotnie wywoływana do tablicy przez telewizję, gazety i portale, które chciały się dowiedzieć, czy żona Andrzeja Dudy, a przy okazji nauczycielka niemieckiego, popiera postulaty swoich kolegów i koleżanek po fachu, nie zważając na to, jaką linię polityczną reprezentuje jej mąż.

W trakcie programu „Kropka Nad i”, prezydencki minister Andrzej Dera wyznał, co tak naprawdę pierwsza dama sądzi o całej sytuacji. Trzeba przyznać, że jego słowa mogą budzić wielkie i zmieszanie, i niedowierzanie wśród nauczycieli.

Agata Duda poprze strajk? Niewygodne odpowiedzi u Moniki Olejnik

Z racji tego, że Andrzej Dera współpracuje bezpośrednio z Andrzejem Dudą, to Monika Olejnik poruszyła kwestię, nad którą zastanawiały się nie tylko media, ale także obserwatorzy polityczni. Pytanie dotyczące ewentualnego poparcia Agaty Dudy dla strajku jej kolegów sprowokowało ministra do powiedzenia o poglądach pierwszej damy.

– Co do tego nie mam wątpliwości, bo znam poglądy pierwszej damy i nie tylko jej, bo wszyscy mówimy, że nauczyciele powinni więcej zarabiać, co do tego nie ma sporu. Nauczyciele mają rację, istota polega w tym, w jaki sposób można dojść do wyższych pensji, bo to jest istota sporu – wskazał Dera.

Agata Duda nie wie, czego potrzeba nauczycielom?

Słowa Dery mogłyby wzbudzić wielkie emocje, gdyby nie fakt, że mężczyzna uniknął odpowiedzi na pytanie dotyczące strajku, zaznaczając, że o ile pierwsza dama sama w sobie popiera roszczenia nauczających, o tyle nie wie, czy żona prezydenta byłaby skłonna przyznać 1000 złotych podwyżki dla pracowników szkolnictwa.

– Nie rozmawiamy o tym, czy akurat tysiąc złotych, natomiast na pewno powinni dostać większe wynagrodzenie. W perspektywie, gdzie uzgodni się to ze związkami zawodowymi, powinni zarabiać znacznie więcej niż dzisiaj – mówił minister.

Reasumując, pierwsza dama poniekąd pośrednio przyznała rację roszczeniom nauczycieli, aczkolwiek sama nie potrafi wskazać kwoty, o którą jej koledzy powinni się sami ubiegać. Nie da się ukryć, że po tak enigmatycznym i sprzecznym wewnętrznie stanowisku, trudno spodziewać się jakichkolwiek dyskusji w tej kwestii.

.

Share