Od przybytku głowa nie boli? Czy poradzimy sobie z rekordową nadpodażą jabłek

U progu kolejnego sezonu branża owocowo-warzywna w Polsce boryka się z rekordową nadpodażą jabłek. Produkcja jabłek, w której jesteśmy jednym ze światowych liderów, może w 2018 r. wynieść nawet do 4,5-5 mln ton, czyli o ok. 20 proc. więcej niż średnia z ostatnich 3 lat. To najwyższy wynik w historii krajowego sadownictwa, jeśli chodzi o produkcję, informuje Sadyogrody.pl

Szacowane zbiory jabłek w Polsce w sezonie 2018/19 osiągną najwyższy od lat poziom 4,5-5 mln ton. Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego (za 2012 rok) na terenie kraju funkcjonuje ok 280 tys. gospodarstw sadowniczych (większych ok. 100 tys.), w tym większość stanowią sady jabłkowe, zajmujące obecnie łączny obszar ok. 176 tys. ha. Kluczowy dla zrozumienia tego rynku jest podział uprawianych jabłek na owoce deserowe i przemysłowe. Ich produkcja różni się wysokością inwestycji i stopą zwrotu: dla jabłek deserowych jest ona wyższa, co powoduje, że polscy sadownicy produkują je chętniej, pomimo, że jest na nie mniejszy popyt niż na owoce przemysłowe. KUPS zwraca uwagę, że brakuje natomiast wyspecjalizowanych sadów do przetwórstwa, w szczególności owoców ekologicznych, jabłek o wysokiej kwasowości czy z przeznaczeniem specjalnie na soki NFC. Cena skupu zarówno owoców przemysłowych, jak i deserowych silnie koreluje z wysokością zbiorów.

Z danych KUPS wynika, że w pierwszej połowie 2018 roku za kilogram jabłek deserowych można było otrzymać od 1,30 zł do 2,00 zł, w zależności od odmiany i miesiąca. W sierpniu 2018 r. (1-21 sierpnia) płacono średnio 0,93 zł. W 2017 r. średnia roczna wyniosła 1,87 zł. Cena średnia jabłka przemysłowego, bezpośrednio w zakładzie, w sierpniu br. oscyluje pomiędzy 20 a 35 groszy za kilogram. Ubiegłoroczna roczna średnia cena jabłka przemysłowego wynosiła wprawdzie 0,70 zł, ale należy wziąć tu pod uwagę fakt mniejszych zbiorów w całej Europie, w tym w Polsce (o około 30 proc. w stosunku do roku wcześniejszego, tj. 2016), spowodowanych przymrozkami w czasie kwitnienia. Ta różnica cen wywołuje protesty producentów.

I – jak podkreśla KUPS – choć sadownicy oskarżają branżę przetwórczą o manipulowanie cenami, to nie przetwórcy zarabiają najwięcej na polskich jabłkach. Największą marżę na owoce – często więcej niż 100 proc. – nakłada handel, na drugim miejscu są skupy, zarabiające na owocach nawet 30 proc. Marża przetwórcy nie przekracza kilku procent, z uwagi na wysokie koszty mediów niezbędnych do przetworzenia owoców.

Na pytanie o istotę problemu nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi, jednak zdaniem Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, mają na nią wpływ także sami producenci:

– Producenci jabłek nie są skonsolidowani. Rozdrobnienie nie wpływa korzystnie na ich koszty produkcji i wyniki sprzedażowe, bo trudniej negocjować ceny z punktami skupu z perspektywy małego gospodarstwa – ocenia Andrzej Gajowniczek, Prezes Zarządu Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw.

Obecnie w kraju spożywamy jedynie nieco ponad 400 tysięcy ton jabłek z własnych upraw.

W sezonie 2017/2018 sprzedaliśmy za granicę 750 tys. ton jabłek, jednak obecny eksport, jako utrzymujący się na stałym poziomie, nie rozwiąże problemu z nadpodażą jabłek w kolejnych latach. Nie pomogą tu też konsumenci: gdyby chcieć realnie wpłynąć na sprzedaż polskich jabłek w kraju, ich spożycie musiałoby wynieść ponad 100 kilogramów rocznie na osobę (przy obecnym wynoszącym 11,5 kilograma).

Dlatego branża przetwórcza w rozmowach z dostawcami oraz Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi sugeruje postawienie na większą profesjonalizację polskich upraw, podział na sady z jabłkami deserowymi i jabłkami sokowymi, a także rozszerzanie rynków zbytu zarówno dla jabłek, jak i półproduktów z nich otrzymanych, wspomagane przez rozwiązania legislacyjne. Ministerstwo zadeklarowało wprawdzie swoje wsparcie dla rynku, jednak ukierunkowuje je obecnie tylko w stronę ścisłej regulacji zasad współpracy pomiędzy producentami, skupami owoców i przetwórcami.

Share