Panika !Czy pozostaną puste budynki?Po szkolach gimnazjach

Panika. Tak można określić reakcję na reformę edukacji. Zamkną szkoły, będą stać puste i straszące budynki po gimnazjach, a podstawówki przepełnione pracować będą na dwie, a nawet trzy zmiany. I choć dzisiaj najgłośniej mówi się o szkołach średnich, które w wyniku reformy muszą pomieścić dwa roczniki uczniów, to mało kto myśli o gimnazjach, które za chwilę opuszczą ostatnie trzecie klasy.

Czy gimnazja przetrwają reformę edukacji, czy zostaną po nich puste budynki?

W tym roku szkolnym ostatnie trzecie klasy odejdą z gimnazjum, co się stanie z tymi szkołami?

Czy pozostaną puste mury, bo zabraknie uczniów do przekształcenia placówki w szkołę podstawową?

Z problemem reformy edukacji boryka się na przykład Szkoła Podstawowa nr 364 na warszawskim

Bemowie, dawne gimnazjum z długą tradycją nauczania języka francuskiego także na lekcjach biologii, informatyki czy matematyki

Byłe gimnazja, broniąc się przed zamknięciem, chcą otwierać oddziały klas czwartych i siódmych, nie mogą się jednak nigdzie promować

„Boimy się, że zamkną naszą szkołę.

Moja córka jest w siódmej klasie, syn w szóstej, ale to było gimnazjum, w czerwcu odchodzi dziewięć klas trzecich, co się stanie z tą szkołą?”

– piszą przestraszeni rodzice jednego z gimnazjów na warszawskim Bemowie, które dziś jest już Szkołą Podstawową nr 364.

Czy faktycznie duża szkoła, która za dobrych czasów mieściła ponad 600 uczniów, za chwilę będzie musiała być zamknięta?

Czy odejdą ci dobrzy nauczyciele, szukając pracy w innych placówkach? Czy samodzielne gimnazja, niepołączone ze szkołą podstawową, umrą na reformę edukacji?

Dyrektor szkoły na Bemowie Wojciech Barański nie podziela lęku i wątpliwości rodziców, co więcej – uspokaja, mówiąc, że naprawdę nie ma powodu do niepokoju. – O reformie wiadomo nie od dziś. Mieliśmy świadomość, że w końcu wypuścimy z naszych murów ostatnie trzecie klasy, ale nie załamaliśmy rąk. Jako główny cel wyznaczyłem sobie budowanie szkoły od podstaw, czyli otworzenie nowych oddziałów szkoły podstawowej, choć dla nas to była trochę inna rzeczywistość. Po latach pracy z młodzieżą gimnazjalną, tworzyliśmy pierwszy oddział zerowy, a w przyszłym roku naukę w naszej szkole zaczną uczniowie trzech pierwszych klas. Oczywiście w tym roku odchodzi łącznie 13 oddziałów – dziewięć gimnazjalnych i cztery ósme, ale musimy pamiętać, że zerówki, oraz klasy I-III wymagają sal na stałe, one nie przechodzą z sali do sali. Taka rotacja pozwoli nam uniknąć aspektu dwuzmianowości, albo jeszcze gorszej trójzmianowości.

Szkoła Podstawowa nr 364, działając jako gimnazjum, posiada długą tradycję nauczania języka francuskiego.

Od 2005 roku utworzono w niej klasy dwujęzyczne, w których uczniowie uczyli się go również poza stałymi godzinami językowymi, także na biologii, informatyce, a nawet na matematyce.

– Było to dla nas spore wyzwanie – mówi Magdalena Mrozowska – romanistka i nauczycielka biologii.

– Okazało się jednak, że ta forma pracy z uczniami się sprawdza, a nasi absolwenci nierzadko swoją przyszłość związali właśnie z językiem francuskim.

Wraz z reformą edukacji przyszła obawa, czy dwujęzyczność w szkole uda się utrzymać, a przede

wszystkim, czy uczniowie w dwa, a nie trzy lata (siódma i ósma klasa) będą w stanie opanować naukę języka obcego tak, by przystąpić do egzaminu państwowego z języka francuskiego.

Obawy okazały się płonne. W styczniu tego roku klasy ósme, które uczą się intensywnie języka francuskiego od półtora roku, zdały egzamin A1 i to osiągając znakomite wyniki.

– To dodało im skrzydeł i obudziło jeszcze większą motywację, w czerwcu chcą przystępować do egzaminu na poziomie

A2 – mówi romanistka, która na lekcjach biologii także uczy swoich uczniów języka francuskiego.

Dodatkowo w szkole prowadzony jest specjalny ogródek, w którym uczniowie uprawiają zioła.

Uczniowie w ramach wolontariatu uczą języka francuskiego dzieci z sąsiadującego ze szkołą przedszkola.

Poza tym, prowadzony jest szkolny teatr, w którym wystawiane są sztuki w języku francuskim,

uczniowie wraz z nauczycielką informatyki prowadzą kółko filmowe, nagrywają krótkometrażowe filmy, także ucząc się przy tym języka francuskiego.

Szkoła organizuje od lat przegląd piosenki francuskiej.

Patrząc, jaki ogrom pracy został włożony w dwujęzyczność, biorąc pod uwagę ogromne zaangażowanie samych nauczycieli i dyrekcji szkoły, szkoda by było, by dotychczasowe gimnazjum przeszło do historii warszawskiej edukacji.

Dyrektor Wojciech Barański nie złożył broni, postanowił walczyć o swoją placówkę.

– Mamy zgodę i pozwolenie na utworzenie klas czwartych, a w tym roku szkolnym powstały już dwie. Poza tym możemy od września otworzyć klasy siódme dwujęzyczne.

Myślę, że nie ma powodów do większego przerażenia.

Co więcej, nasza szkoła będzie mogła się pochwalić edukacją jednozmianową, mniej licznymi klasami niż ma to miejsce w pobliskich szkołach.

– My naszym uczniom możemy zaoferować zajęcia pozalekcyjne na terenie szkoły i to zaraz po lekcjach, bez dodatkowych „okienek”.

Nie mamy problemu z dostępnością sal lekcyjnych, salą gimnastyczną podczas lekcji wychowania fizycznego – tłumaczy Wojciech Barański.

Mówi się, że reforma edukacji uderza w nauczycieli, którzy tracą pracę, coraz częściej odchodzą ze

szkoły, albo przenoszą się do tej, która zapewni im godziny dające pełen etat bez potrzeby

szukania dodatkowych zajęć w innych placówkach.

– Zdaję sobie sprawę, że w różnych szkołach bywa różnie, ale ja do dzisiaj nie zwolniłem żadnego z nauczycieli, mimo że reforma trwa już trzy lata.

To nie znaczy, że nauczyciele sami nie odeszli.

Było kilku, którzy woleli pracować ze starszą młodzieżą i nie widzieli się w pracy z dziećmi ze szkoły podstawowej, i ja to rozumiem – mówi dyrektor.

Jego sposobem na zatrudnianie na pełny etat jest niezatrudnianie nowych nauczycieli do pracy w świetlicy szkolnej.

– Dzięki temu, mojemu nauczycielowi, który chce u nas pracować, ale brakuje mu godzin

dydaktycznych z powodu mniejszej liczby oddziałów, proponuję na tzw. przeczekanie – przez rok, może dwa, godziny pracy w świetlicy.

On nie musi szukać pracy, a ja wiem, że sytuacja odmieni się tak, że wróci do pełnego wymiaru godzin nauczania swojego przedmiotu, musimy tylko poczekać na nowe oddziały.

Dyrektor podkreśla, że nie ma ograniczeń w tworzeniu klas czwartych i siódmych dwujęzycznych.

Trudno jest pozyskać dzieci do klasy siódmej, bo gdy już chodzą do innej szkoły sześć lub nawet trzy lata, to niekoniecznie chcą ją zmienić.

Z drugiej jednak strony, rodzice mają wybór, a myśląc perspektywicznie, mogą rozglądać się za szkołą dla swojego dziecka, która da mu większe możliwości.

Taką szkołą jest nasza, w której siódme i ósme klasy nauczane są dwujęzycznie.

Co prawda wpisanie na świadectwie: „przedmiot nauczany dwujęzycznie” nie da im dodatkowych punktów, ale wiedza czy poziom językowy z pewnością będą wyższe od rówieśników, którzy uczą się

po prostu dwóch języków w szkole.

Dyrektor, oprócz dotychczasowych klas dwujęzycznych z językiem francuskim, planuje utworzenie

kolejnej dwujęzycznej klasy z językiem angielskim, czyli takiej, w której inne przedmioty będą

nauczane w języku polskim i częściowo w języku angielskim. – Nie wiemy, czy popyt na język

francuski się nie wyczerpie, więc zabezpieczamy się także w ten sposób.

Byłe gimnazjum, dzisiaj szkoła podstawowa nr 364 w Warszawie czeka na nowych uczniów, z przestronnymi klasami, zaangażowanymi i oddanymi swojej pracy nauczycielami.

Tam nikt nie stracił nadziei, że szkołę uda się szybko ponownie wypełnić uczniami.

Jak widać nie taka reforma straszna, jak ją malują.

Może czasami zamiast skupiać się jedynie na błędach i trudnościach, warto rozejrzeć się za rozwiązaniami,

jakie proponują szkoły, które ze wszystkich sił starają się sprostać wymaganiom reformy oświatowej i jak najlepiej odnaleźć

w otaczających je nowych warunkach, a także sprostać oczekiwaniom nowych uczniów i ich rodziców.

,

Żródło onet kobieta pl

Share