„Pieniądze na prywatne konta”: Morawiecki ujawnił zmiany w systemie emerytalnym

Wsprowadzone 20 lat temu przez gabinet Jerzego Buzka Otwarte Fundusze Emerytalne miały być fundamentem naszych emerytur. To już w olbrzymiej mierze historia: rząd Mateusza Morawieckiego przedstawił dziś własną koncepcję.

Zgodnie z nią 162 miliardy złotych z naszych kont w OFE, trafi na nasze prywatne, indywidualne konta emerytalne. Co dalej, zależeć będzie od właściciela konta.

Właściciele kont – i przelanych na nie środków – będą mieli możliwość przekazania ich do ZUS, ewentualnie pozostawienia na IKE. – Środki te będą w 100 proc. prywatne i dziedziczone – dowodził szef rządu na poniedziałkowej konferencji prasowej.

– Polacy będą mieli wolny wybór, gdzie ulokować te środki: czy na IKE, czy przesunąć do ZUS. To nie jest decyzja rządu i państwa – dowodził.

– Zakładamy, że Polacy chcą je zostawić na IKE na swoich prywatnych kontach – skwitował. Inna sprawa, że przeniesienie pieniędzy do IKE będzie obciążone opłatą przekształceniową, wysokości 15 proc. zgromadzonych środków.

Ma to tworzyć równowagę: skoro emerytury z ZUS są opodatkowane, to brak obciążenia środków z IKE byłby preferencją na rzecz tej drugiej formy oszczędzania na starość.

System ma być oparty ponownie na trzech filarach. Pierwszym będzie ZUS. Drugim pracownicze plany kapitałowe. Trzecim będą OFE, przekształcone w fundusze inwestycyjne.

– Chodzi o takie przekształcenie OFE, żeby nikt już nigdy w przyszłości nie mógł sięgnąć po te środki, które od 1999 r. często były uważane za środki na de facto indywidualnych rachunkach obywateli – dodał Morawiecki.

Jak stwierdził, to „niezbędny krok w kierunku uporządkowania systemu emerytalnego, jego większej transparentności, żeby przyszli emeryci mieli pewność”. Pieniądze z IKE mają być dostępne po osiągnięciu wieku emerytalnego.

Jak dodaje, sytuacja rodzinna szybko zmusiła go do podjęcia pracy. „Mieszkam z mamą, która od wielu lat wychowuje mnie sama. Nigdy, ze względu na minimalne przekroczenie progu dochodowego, nie otrzymywałem 500+.

Kiedy skończyłem 16 lat, zacząłem pracować, aby mieć na swoje wydatki i odciążyć rodzinny budżet. Oczywiście, źle nie miałem. Są rodziny, które żyją na skraju ubóstwa. U mnie sytuacja i tak wyglądała lepiej” – tłumaczy internauta.

„Z mamą widziałem się dopiero wieczorami”

Nasz czytelnik pisze dalej, że czas na spotkanie z matką miał tylko i wyłącznie wieczorami. „Od razu po szkole wychodziłem do pracy i wracałem wieczorem, wtedy też dopiero spotykałem mamę, która wcale nie wracała jak niektórzy twierdzą o 12, po czterech godzinach pracy. Nie, często była to 16 albo 17.

Są przecież papiery, dyżury dla rodziców, rady i masa problemów do samego wieczora. Często mama rozwiązywała problemy wychowawcze, wisząc na słuchawce do późnego wieczora” – podkreśla.

„Nie piszę tego, aby się poskarżyć, bo żyje mi się dobrze i dziękuję Bogu za to co mam. Chciałem natomiast pokazać, jak wygląda faktyczne życie nauczycieli i ich rodzin.

Nie mówię, że wszystkich, ale z pewnością w Polsce jest wiele rodzin takich jak moja, którym te 980 złotych podwyżki zrobią ogromną różnicę i sprawią, że rodzina będzie mogła się cieszyć czasem spędzonym razem, a nie ciągłym martwieniem się o budżet domowy” – zaznacza nastolatek.

„Matura poczeka. Walczcie o swoje!”

Kończąc, internauta pisze też, że wolałby, aby nauczyciele w Polsce pracowali jak reszta spłeczeństwa. „Chciałbym, żeby mieli normalny etat zamiast Karty Nauczyciela.

O 16 koniec pracy i wyłączony telefon. Może rodzice doceniliby nauczycieli bardziej, gdyby w słuchawce usłyszeli: abonent tymczasowo nieosiągalny. Nauczyciele! Nie poddawajcie się! Matura poczeka. Walczcie o swoje!” – podkreśla nasz czytelnik.

.

Share