Po siedmiu miesiącach mąż Kory ujawnił okropne szczegóły jej odejścia. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach

Kora umierała w dramatycznych okolicznościach? Mąż byłej liderki zespołu Maanam – Kamil Sipowicz postanowił po siedmiu miesiącach zdradzić okoliczności śmierci swojej ukochanej. To, co powiedział mężczyzna może przyprawić o dreszcze wszystkich fanów. Zdradził szczegóły ostatniego „pożegnania” z ciałem ukochanej.

Kora Jackowska była dla wielu Polaków wspaniałą artystką. Pomimo tego że do tej pory okoliczności śmierci popularnej piosenkarki owiane były nutką tajemnicy, to były mąż uwielbianej ikony polskiej muzyki postanowił opowiedzieć o przebiegu choroby i ostatnich chwilach swojej ukochanej. Szczegóły, które mężczyzna zdradził, są wstrząsające.

Kora zmagała się z dramatem. Kamil Sipowicz zdradza szczegóły śmierci o ukochanej

Kamil Sipowicz był ostatnimi czasy częstym gościem w mediach, gdzie udzielał wywiadów. Powodem takiego zainteresowania mężczyzną była jego decyzja o reaktywacji legendarnej kapeli, której liderką była jego żona. W trakcie jednej z rozmów w mediami, były mąż Jackowskiej zdradził, w jakich okolicznościach zakończyło się życie wokalistki.

– Przyszedł moment, gdy zaczął się ból. Kora zaczęła strasznie krzyczeć. Nie mogłem dodzwonić się do hospicjum. Myślałem, że oszaleję. Zmarła o godz. 5:27 rano. Wszystkie psy były w salonie, nawet Pipi, która pojawia się raz do roku. Najchętniej zrobiłbym wielki stos i spalił Korę po tybetańsku, ale mnie powstrzymano – przyznał w rozmowie z dziennikarzami Kamil Sipowicz.

Nietypowe „ostatnie pożegnanie” piosenkarki. Kamil Sipowicz ujawnia szczegóły pogrzebu

Sipowicz w wywiadzie postanowił zdradzić także, jak bliscy ubrali zmarłą do grobu oraz, co stało się z jej ciałem. Jak się okazało, wokalistka została skremowana, a jej prochy zostały rozsypane w istotnych dla gwiazdy miejscach.

– Nałożono jej ukochane okulary, suknię. Kora wyglądała pięknie. Włączyłem na chybił trafił z telefonu tybetańską muzykę. Postawiliśmy świece wzdłuż całej drogi do bramy. Część prochów rozsypaliśmy. Są w Nowym Jorku, na Roztoczu, w Warszawie, na Warmii i w Atlantyku.

Jak wyznaje sam Sipowicz, nie jest w stanie pogodzić się jeszcze ze śmiercią swojej ukochanej i często wracają do niego myśli samobójcze. Na tak zły stan męża Kory może wpływać także fakt tajemniczych nagrań, które zostawiła jego ukochana tuż przed śmiercią. Jak sam wyznał, nie miał jeszcze odwagi, aby ich odsłuchać.

– Stany euforii okupuję potwornymi dołami. Na granicy samobójstwa, ale wiem, że ona tego nie chce – wyznał mąż legendy muzyki.

Share