Policja musiała oddzielać demonstrantów. Marsz narodowców w Hajnówce

Marsz środowisk narodowych w Hajnówce odbył się przy mniejszej frekwencji niż w ubiegłym roku. Nie zabrakło jednak emocji. Policja musiała oddzielać demonstrantów od uczestników kontrmanifestacji, którzy zamierzali zablokować przemarsz narodowców.

Przeciwnicy marszu mieli ze sobą transparent „Bury nie jest bohaterem”. Właśnie postać kpt. Romualda Rajsa „Burego” upamiętnianego podczas marszy dzieliła uczestnikó. Dowodzony przez niego oddział podziemia niepodległościowego w 1946 r. spacyfikował kilka wsi w okolicach Bielska Podlaskiego, zamieszkiwanych przez prawosławną ludność. Zginęło wówczas kilkadziesiąt osób, w tym dzieci.

Nie było incydentów

Policja odgrodziła kordonem obie strony manifestacji. Nie odnotowano incydentów. Uczestnicy jedynie wznosili w swoją stronę okrzyki. „Nie chcemy ONR”, a z drugiej strony „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

W tym roku organizatorzy mieli problem z przekonaniem zwykłych mieszkańców do przyłączenia się do marszu. – Ta historia Burego jest przekłamana. Nie znają historii. Róbcie sobie taki marsz w Warszawie, ale nie w Hajnówce. Tu nie ma imigrantów. Nie dołączam do tego cyrku – powiedziała do kamer dziennikarzy starsza pani, przedstawiająca się jako mieszkanka Hajnówki.

Wcześniej Burmistrz Hajnówki Jerzy Sirak zakazał marszu narodowcom. W uzasadnieniu napisał m.in. iż trasa planowanego zgromadzenia „po raz kolejny została ustalona przez organizatora przez miejsce newralgiczne z punktu widzenia społeczności prawosławnej jak np. cerkiew. Rada miasta, sprzeciwiła się gloryfikowaniu Romualda Rajsa „Burego”. Sąd Okręgowy w Białymstoku uchylił jednak zakaz, zezwalając na manifestację.

Share