„Powinien był uczestniczyć w ważnym programie związanym z przestępczością”: kilka lat później Michał Fajbusiewicz mówił o Kaczyńskim

Lech Kaczyński miał wystąpić w słynnym programie o tematyce kryminalnej. Michał Fajbusiewicz, legendarny prowadzący, zdradza po latach, że jednym z gości miał być właśnie wówczas przyszły prezydent Polski.

Lech Kaczyński w 2000 roku został powołany przez Aleksandra Kwaśniewskiego na Ministra Sprawiedliwości. To w tamtym czasie wydarzyła się tajemnicza sprawa, przez którą chciał wystąpić w 997. W tym samym okresie Zbigniew Ziobro został podsekretarzem stanu w MS i był jednym z lepszych pracowników, na którego Kaczyński zawsze mógł liczyć.

Lech Kaczyński lata temu miał być gościem Michała Fajbusiewicza

Obaj panowie w tamtym czasie napotkali trudną dla siebie sprawę, której rozwiązaniem mógł się zająć program 997. Wtedy padła pierwsza propozycja, a Lech Kaczyński planował osobiście pojawić się przed kamerami.

– Lech Kaczyński chciał wystąpić u mnie w programie, w 997, jako minister sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro złapał jakąś sprawę w programie, która wymagała interwencji.

Ja się najpierw ucieszyłem, no mieć w programie Ministra Sprawiedliwości, on wtedy był na fali, popularny – mówi Michał Fajbusiewicz, legendarny prowadzący tego programu. Jednak dalej opowiada, że po krótkim namyśle zrezygnował z tego planu.

– Najpierw się ucieszyłem, ale potem usiadłem i pomyślałem, że nie będę się motał w politykę. Tyle lat przeszedłem suchą nogą przez ten temat.

Z trzy razy zmienialiśmy termin i pan Ziobro chyba wyczuł moje intencje. Zadzwonił do kierowniczki produkcji i powiedział, że przyjmuje każdy termin – powiedział dziennikarz.

To Zbigniew Ziobro wystąpił ostatecznie w programie. Ze względu na częste przekładanie terminu, Lech Kaczyński nie był w stanie się tam pojawić osobiście.

Ziobro może po latach żałować tego odcinka 997?

Fajbusiewicz nie pamięta do końca szczegółów sprawy. Natomiast widział niedawno fragmenty tego pamiętnego odcinka. Ktoś wyciął kilka wypowiedzi Zbigniewa Ziobry i puścił je do internetu. Polityk nie będzie z tego zadowolony.

– Pan minister wystąpił u mnie w programie, ale teraz ma karę. Ktoś wyciągnął kawałek z tego programu i opublikował na YouTube. On tam mówi zupełnie coś innego, niż co teraz robi – powiedział Fajbusiewicz.

– Sam sobie jest winny, sam sobie to namotał – dodaje.

Źródło: pikio.pl

Share