Według relacji Adama Małysza, na skoczni w Seefeld po pierwszej serii było naprawdę gorąco

Jak ujawnia Adam Małysz, sportowy cud na skoczni w Seefeld okupiony był dużymi nerwami, które wywoływały niesprawiedliwe decyzje delegatów FIS. Dyrektor-koordynator PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej zdradził, że szczególnie mocno nerwy poniosły trenera Stefana Horngachera.

– Był okropnie wkurzony. Od Grześka Sobczyka wiem, że był na rozbiegu i wydawało się, że tam ich weźmie i udusi za to wszystko – powiedział Adam Małysz w rozmowie z portalem Sport.pl. Ponoć tylko szczeście sprawiło, że nie doszło do starcia trenera z dyrektorem generalnym Pucharu Świata Walterem Hoferem, ale gorąca atmosfera utrzymywała się długo.

– Uspokoił się, powiedział chłopakom przez krótkofalówkę, że ma być pełna koncentracja, bo jest bardzo trudno, ale jeszcze się wszystko może wydarzyć. Całe szczęście, że na sam koniec jury nie kombinowało, co dalej zrobić z drugą serią, tylko pozwoliło ją dokończyć – dodał Małysz.

Na szczęście, decyzje sędziów i bardzo złe warunki pogodowe zaważyły wyłącznie na wynikach pierwszej serii. Druga odsłona konkursu to już pokaz prawdziwych umiejętności i opanowania polskich skoczków.

Przypomnijmy, w pierwszej serii Kamil Stoch skoczył na odległość 91,5 m, co dało mu 18. miejsce. Dopiero na 27. miejscu uplasował się Dawid Kubacki ze skokiem na 93 m, a 29. był Stefan Hula, który skoczył 88 m. Piotr Żyła po skoku na 90,5 m wylądował na 33. miejscu, co wyeliminowało go z walki w drugiej serii.

W drugiej serii Kubacki wskoczył na pierwsze miejsce po skoku 104,5 m, a Stoch na drugie – skoczył na 101,5 m. Obaj zawodnicy zaliczyli więc gigantyczne awanse w klasyfikacji. Na trzecim miejscu znalazł się Austriak Stefan Kraft.

źródło: sport.pl

Share