„Żeby syn przetrwał koszmar więzienia”: Wzruszająca historia matki Tomasza Komendy

Teresa Komenda – matka Tomasza Komendy niesłusznie skazanego za gwałt i zabójstwo w Miłoszycach opowiedziała o latach cierpienia i oczekiwania na syna. Kobieta wychowywała czwórkę dzieci. W młodości sama nie miała łatwego życia. Zmagała się z przemocą ze strony ojca, a później ze strony pierwszego męża, który zepchnął ją ze schodów, kiedy była w siódmym miesiącu ciąży. Kiedy jej ukochany syn trafił do więzienia, z rozpaczy próbowała popełnić samobójstwo.

Historię pani Teresy – matki Tomasza Komendy opisał tygodnik „Polityka”. Kobieta wychowała czterech synów. Tomek przyszedł na świat jako drugi. Od samego początku musiał walczyć o przetrwanie. Urodził się jako mikroskopijnych rozmiarów wcześniak, po tym, jak jego ojciec zepchnął panią Teresę ze schodów.

Matka niesłusznie skazanego 43-latka w rozmowie z „Polityką” opowiedziała też o zmarłej niedawno sąsiadce Dorocie, która rozpoznała Tomka Komendę na portrecie pamięciowym. To właśnie jej zeznania przyczyniły się do skazania go za zbrodnię w Miłoszycach. Pani Teresa dorabiała wcześniej pilnując dziecka Doroty.

Jednak sąsiadka z czasem przychodziła po dziecko coraz później, aż w końcu w ogóle przestała je odbierać. Pani Teresa, w obawie, że Dorota podrzuci jej dziecko na stałe, przestała się nim zajmować. „Jeszcze – odgrażała się Dorota – przeze mnie zapłaczesz” – czytamy w „Polityce”.

Rozpaczliwe próby kontaktu z synem

Matka Tomasza Komendy robiła, co mogła, żeby jej syn przetrwał piekło więzienia. Wysyłała mu pieniądze, choć połowę z nich potrąca no skarb państwa, przywoziła mu sprzęt RTV, który i tak często niszczyli inni więźniowie w ramach „zemsty na pedofilach”, przygotowywała gołąbki, pieczone mięso i pierogi ruskie.

Pani Teresa robiła też wszystko, żeby Tomek wiedział, co dzieje się w jej życiu. Stała pod budynkiem więzienia z lornetką, żeby chociaż przez chwilę móc popatrzeć na syna. „Mamusiu – grypsowali, krzycząc do siebie – o której będziesz u lekarza? – Jutro syneczku o 17. Wtedy wyczekiwał w oknie.

Jeśli strażnik groził, by odeszła, odpryskiwała, że przecież przebywa pod publicznym niebem, czy robi coś złego, że do dziecka przyszła?” – czytamy w „Polityce”. Syn desperacko próbował porozumieć się z matką. Wydmuchiwał do niej liściki przez rurkę, aż w końcu zapadła decyzja o przeniesieniu go w inne miejsce, gdzie okna nie wychodziły na zewnątrz.

Zapełniał lodówkę mamy po brzegi

Teresa Komenda opowiedziała też, jak wygląda życie z synem po wyjściu z więzienia. Zdradziła, że Tomek jest pedantyczny do granic możliwości. Naczynia i okna muszą lśnić. W więzieniu nabył też niecodziennych umiejętności. Zrobił sznurki do wieszania bielizny z foliowych worków po chlebie.

Tworzył szkatułki z chleba i wieże z zapałek. Tuż po wyjściu z więzienia robił bardzo duże zakupy, żeby jego mama zawsze miała pełną lodówkę. „Mamusia, co kupić, bo wracam? Po czym staje w progu z dwiema siatkami spożywki” – opowiada Teresa Komenda w rozmowie z „Tygodnikiem Polityka”.

Kobieta ma za sobą dwie próby samobójcze i problemy z alkoholem. „Zaczęła popijać, szukając pretekstów, bo jak inaczej miała przeżyć bez syna ćwierć wieku” – czytamy w „Polityce”. W trudnych chwilach wspierali ją trzej bracia Tomka.

.

Share